Tytuł 234

W piąteczek byłam w pubie z Polską Koleżanką, przygrywała irlandzka muzyka, jadłam czipsy (jak się rzuciło palenie coś niezdrowego trzeba robić), piłam piwo, ale było fajnie! W pubie był też pokaz ze zdjęciami starego Dublina, ale tak nam się fajnie gadało, że nie skorzystałyśmy. 

W sobotę poszłam poprotestować, bo po spożywaniu w piątek i tak w żadnej sensownej pracy nie było sensu zaczynać. I był to dobry wybór.

Też mam taką koszulkę Free Legal Safe, tyko ostatnio jak byłam u moich rodziców, to mi zniknęła. Rodzice się wypierają, żeby mieli coś z tym wspólnego.

 

Wyraziłam swój sprzeciw a nawet poparcie, przewietrzyłam bolącą głowę i spotkałam się z inną koleżanką – Szaloną Mary.

Szalona Mary jest jedną z tych niewielu Irlandek, które tutaj poznałam na tyle dobrze, że mogę powiedzieć, że się przyjaźnimy. SM jest działaczką, aktywistką, anarchistką, ale przede wszystkim jest najbardziej neurotyczną osobą, jaką znam. A przy tym bywa naprawdę kochana i szczera. Do bólu. Jak Szalona Mary cię dopadnie, to zanim się zdążysz zorientować, już nie wiesz o co chodzi. Rozmowa z SM wygląda tak:

– Wiesz – mówi SM – chciałabym ci coś powiedzieć (używa tutaj słówka ‚share’ – czyli podzielić się czymś). Ok?

– OK, mów, moja droga SM. Słucham cię. – Mówię ja.

I tu następuje bardzo długa i bardzo skomplikowana historia, jak to najlepsza przyjaciółka SM zlekceważyła ją strasznie nie odbierając od niej telefonu zaraz po tym, jak wysłała smsa, historia pełna zwrotów akcji i okrutnego traktowania SM przez jej NP. Historia się ciągnie i wije, w międzyczasie przechodzimy przez ćwierć miasta i rzekę. Mary milknie. Szkoda mi jej i starając się jakoś ją pocieszyć zaczynam jej opowiadać, jak to ja też mam takie różne układy z moją NP czasami, jak na przykład ostatnio .. i tak dalej. Trochę mi się ciężko gada, kac, hałas miasta, przekraczanie kolejnych ulic i świateł.

SM nie odzywa się przez 10 minut, ale jej twarz zaczyna wyrażać zniecierpliwienie. W końcu wybucha:

– Wiesz, przepraszam cię bardzo! ale nie wiem jak to się stało, że moje opowiadanie przerodziło się w twoje opowiadanie! i teraz tylko ty mówisz! Muszę ci to powiedzieć, bo przecież zapytałam sie ciebie, czy mogę się czymś z tobą podzielić, a ty to obróciłaś to dla siebie i mówisz i mówisz! Tak się właśnie niefajnie poczułam, że tak cały czas mówisz!

W pierwszej chwili trafia mnie jasny szlag i mam ochotę jej coś nieprzyjemnego do słuchu rzeknąć. Ale potem przypominam sobie, że to jest SM i że nie znam osoby bardziej skupionej na sobie, a przy tym jakoś tak biednie zakałapućkanej w swoich wymysłach, fobiach, strachach i podejrzeniach (na przykład kiedyś opowiadała mi, że ją policja na pewno ma w kartotekach bo jest działaczką anarchistyczną).

I choć czuję się wytrącona z równowagi i zwyczajnie nieprzyjemnie potraktowana wiem, że SM nie jest całkiem normalna, więc mówię jak najłagodniej: Wiesz Mary, myślałam, że już skończyłaś się ze mną dzielić. Wiesz, była taka cisza po twoich słowach, że zinterpretowałam ją jako koniec. – Nie, to nie był koniec! – mówi SM – jeszcze ci nie opowiedziałam o tym, co się stało po tym, co ci już opowiedziałam! – To cię przepraszam – mówię, choć w sumie nie mam za co. Ale z wariatami się nie kłóci. – Przepraszam, że cię tak zrozumiałam. Złóż to na karb różnic kulturowych. 

Idziemy przez chwilę w takiej nieprzyjemnej ciszy. Jest dziwnie, ale w końcu SM dokańcza mi historię, mi wkurwienie mija i w sumie śmiać mi się chce. Po chwili pyta się, czy miałabym ochotę na kawę albo herbatę. Myślę sobie, że jest dziś w nastroju superneurotycznym i może  szkoda takiego pięknego dnia na udowadnianie, że nie jest się koniem. Ale w sumie lubię ją i zaczyna mnie ta sytuacja rozśmieszać. Idziemy po drodze na kawę, oczywiście wszystko jest ciągle bardzo skomplikowane. Wstępuję do cukierni w której właśnie zepsuła się kasa. Spędzam tam z 15 minut próbując zamówić kawę i ciastko na wynos. SM zostaje na zewnątrz pilnować rowerów, te 15 minut z nią czekającą płyną jak 50, w środku ze dwa razy łapię się na tym, że chcę wybiec i próbować zapinać rowery czy tłumaczyć się z kolejki. Już sobie wyobrażam minę SM po wyjściu. Wychodzę i przepraszam, że tak długo, ale kasa się zepsuła. SM oczywiście już nakręcona – „nie spoko, tylko wiesz, ja nie mam całego dnia, jak mam w planach też inne rzeczy, no wiesz, ja jestem zajęta”. Idziemy na skwerek pić kawę i dzielić się ciastkiem. SM się uspokaja i przeprasza mnie za swoje zachowanie. Jest miło. Kac powoli mija. 

Szalona Mary jest dla mnie zawsze takim drogowskazem, takim idealnym przykładem na to, jak bardzo nie zauważamy swojej winy w tym, co nas spotyka. Jak się słucha jej historii o tym, jak to kolejni ludzie ją lekceważą i źle ją traktują, a potem dostaje się od niej prosto z liścia, to nagle bardzo wyraźnie widzi się, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni za własne życie. I jak to, jak inni nas traktują jest często odzwierciedleniem tego, jak my traktujemy innych.