Tytuł 237

Kończąc poprzednią historię napiszę, że się udało, przyjechali do mnie oboje i na dodatek jeszcze z panem Kracikiem. Mama wyrobiła sobie paszport tymczasowy w jeden dzień, ale jeszcze była szansa, że nie przyjedzie, bo pan Kracik zabukował bilety podając numer nieważnego dowodu osobistego mojej mamy ze zmyśloną datą ważności…

Na szczęście Ryanair nie sprawdzał czy dokument z odprawy zgadza się z dokumentem okazanym przy wejściu. 

Starsi rodzice to naprawdę gorzej niż dzieci. Bo dzieci są małe i weźmie się je za rączkę albo da się klapsa w razie czego, można je też pouczyć i opieprzyć no i w ogóle oczywiste jest, że mają się słuchać, a z rodzicami to nieustająca zabawa. Zamieszanie z paszportem to tylko wstęp do przygód, które tutaj mają na co dzień.

Na przykład pierwszego dnia po przyjeździe mama spadła ze schodów. 

Głową w dół, po betonowych schodach przed wejściem, z wysokości 2.5 metra. 

Miałam ją zaraz wziąć pod rękę i bezpiecznie sprowadzić, odwróciłam się tylko na chwilę zamknąć dzwi wejściowe. Mama w tym czasie dała krok do przodu, bo chciała dopędzić ojca, który już z Adkiem poszedł. Wydawało jej się, że schody zaczynają się dopiero za parę metrów. (Pamiętajmy, że moja mama prawie nie widzi.) Nie trzymając się żadnej barierki wyciągnęła nogę w próżnię i zaczęła spadać, odwróciłam się i rzuciłam się na dół, ale mogłam tylko z przerażeniem obserwować jak się zsuwa z 30 schodków. W trakcie przekręciła się na plecy. I tak sunęła.

Wyglądało to koszmarnie. Myślałam, że to już koniec. Naprawdę. Myślałam, że się zabije. Chciałam dzwonić na pogotowie. A mama u podnóża schodów otworzyła oczy i stanowczo powiedziała, że nie chce pogotowia. Po paru minutach z moją pomocą wstała, otrzepała się i poszła z nami na spacer.

Mówi, że w ciągu 15 lat ślepnięcia nauczyła się upadać. M mówi, że powinna zastępować kaskaderów w trudniejszych scenach.

Po takim upadku ma tylko stłuczoną kość ogonową, zadrapanie na głowie i koło nosa, wybity palec i parę siniaków. Nie dała się zawieźć do szpitala. Najbardziej jej smutno, że musieliśmy przecinać obrączkę, żeby ją ściągnąć, bo palec puchł i siniał.

A mogła umrzeć na miejscu. Ja prawie zeszłam na zawał. Na dziecko bym nakrzyczała i postraszyła, ale co mogę zrobić z mamą? Ona wie, że nie widzi, ale zawsze WYDAJE jej się, że sobie poradzi. 


Dziś pojechali na wycieczkę na Moherowe Klify:

Mam nadzieję, że nie da kroku do przodu.