Tytuł 238

Zła jestem i smutno mi. Właściwie nie wiem, co bardziej. 

Chyba jednak bardziej zła.

Moi rodzice mają przyjechać w tym tygodniu. I oto dzisiaj sprawdzili dokumenty i okazało się, że mama ma nieważny dowód. Nie wyrobi dowodu w 3 dni. Paszportu nie może znaleźć, ale go nie używała prawdopodobnie od wieków, więc też jest nieważny.

Moja mama jest osobą, która niczego nie wyrzuca. Trzyma w domu stosy starych gazet, magazynów, książek, papierków, rachunków ze sklepu, dokumentów, starych bucików Adka i jego połamanych zabawek i tak dalej. Wszystko bowiem zawsze się może przydać. W przyszłości. [Której już coraz mniej.] W zalewie ważnych śmieci nie można nigdy znaleźć mniej istotnych rzeczy.  A jednak bardziej potrzebnych. Wśród starych mebli, kartonów, obtłuczonych wazonów i wyliniałych rzeźb gęsi naturalnej wielkości nie ma na nic miejsca. Przez miesiąc spędzony w domu moich rodziców nie miałam swojego kąta – przenosiłam się z karimatą z góry na dół, to spałam na podłodze, to przez krótki czas, kiedy wyjechała siostra, na łóżku.

Moja mama jest hipochondryczką, tak jak ja. Ostatnio boi się raka odbytu. Bo schudła bardzo. Zrobiła różne badania i wyniki ma idealne. Oprócz dwóch. Bo od wielu miesięcy niepotrzebnie przyjmuje lek na niedoczynność tarczycy. Od czego zrobiła się jej nadczynność. Przestała przyjmować niepotrzebny lek i przestała chudnąć. Ale oczywiście dalej przygotowuje się na najgorsze. Żeby się nie załamać, jak uslyszy wyrok. Od dwóch tygodni kolejne dobre wyniki nic nie zmieniają w jej stanie ducha.  

A w dodatku kolega ojca, z którym mieli przyjechaćm już ich odprawił. I wpisał sobie wymyśloną datę ważności dowodu mojej mamy. 

Czy ci ludzie są normalni??