Biednemu każdy zabroni

A w Irlandii wrze. Klimat dyskucji podobny jak w Polsce.

Cała sytuacja opisywana w gazetach jest nie do końca jasna. Na pewno wiadomo tyle:

Zgwałcona młodziutka dziewczyna, jeszcze nastolatka, imigrantka, chciała usunąć ciążę. W 8 tygodniu ciąży mając myśli samobójcze wystąpiła o legalną aborcję (która jest podobno dostępna w Irl od stycznia tego roku pod warunkiem zagrożenia dla życia kobiety). Procedury się przedłużały. Zdesperowana chciała pojechać do UK i usunąć ciążę na własną rękę, ale nie miała 1500 euro na opłacenie prywatnego zabiegu oraz okazało się, że jej status prawny nie pozwala na wyjazd z kraju (co oznacza, że prawdopodobnie stara się o status uchodźcy). Dyskusje i procedury trwały tak długo, że aborcja była już niemożliwa, dziewczyna z myślami samobójczymi zaczęła strajk głodowy, lekarze zdecydowali się w 25 tygodniu ciąży zrobić jej cesarkę. Dziecko przeżyło, ale nic więcej nie wiadomo.

Stała się wielka tragedia. Dziewczyna jest w niewyobrażalnie wręcz ciężkiej sytuacji życiowej. Przeżyła ogromną traumę gwałtu, ale trauma ta jest dodatkowo potęgowana przez to, jakie miejsce zajmuje w systemie społecznym. A zajmuje najniższe z najniższych. Jest biedna i ma prawnie nieuregulowaną sytuację. I możemy tu sobie dyskutować o aborcji jako złu i że nie powinno się jednego zła rozwiązywać drugim, ale taka dyskucja jest dla większości osób tylko teoretyczna. Praktyczne rozwiązanie sytuacji zawsze zależy od tego, czy jesteśmy bogaci czy biedni, czy legalni, czy nielegalni, czy obywatele czy imigranci i tak dalej. Gdyby ta dziewczyna była Irlandką, mogłaby swobodnie pojechać do Londynu i zrobić aborcję, nie musiałaby się pytać państwa. Gdyby była z bogatego domu wzięła by 3000 tys euro i miała zabieg w przyzwoitych warunkach. Stać byłoby ją na dobry hotel i opiekę po zabiegu. Takie sytuacje zdarzają się każdego dnia – dane z klinik w UK mówią o 7000 kobiet mieszkających na stałe w Irlandii robiących zabieg każdego roku, do tego trzeba doliczyć te, które wyjeżdżają do Holandii, Francji czy na Słowację (jak na przykład Polki). Czyli codziennie ponad 20 osób. CODZIENNIE.

Ta dziewczyna została dodatkowo ukarana za to, że została zgwałcona: upokorzono ją, torturowano bezcelowym czekaniem na decyzję a na koniec na siłę przecięto jej brzuch. W świetle prawa, w XXI wiecznej demokracji.

Do całej tej potwornej sytuacji dodajcie sobie jeszcze to, że jest ona prawdopodobnie tzw. asylum seeker. Azylanci, proszę państwa, to prawie nie ludzie, zarówno w Irl jak i w Polsce. Azylanci mieszkają w ośrodkach, stłoczeni w parę osób w jednym pokoju. Azylanci nie moga nic – ani pracować, ani się uczyć (w Irl dzieciaki mogą chodzić do szkoły postawowej i średniej, w Pl nie), ani decydować o sobie w najmniejszej kwestii. Azylanci dostają 19 euro tygodniowo kieszonkowego. Azylanci nie mogą sobie gotować, dostają jeść i pić. Jak zwierzęta. Azylanci czekają na wyrok (decyzja o przyznaniu statusu uchodźcy to być czy nie być) nawet parę lat, a jeśli już dostaną to najczęściej skazujący na deportację (w 88% przypadków w UE podanie o status jest odrzucane, w Irlandii w 2011 tylko 5% podań zostało załatwionych pozytywnie).

Ta dziewczyna została podwójnie zgwałcona: raz fizycznie a raz wyruchana w majestacie prawa przez państwo Irlandzkie.

Skoro żyje jak zwierzę, to można ją traktować jak lochę.

Wychodzi na to, że godność i poszanowanie nietykalności cielesnej mogą mieć tylko bogaci. I obywatele.  

Tytuł 242

Powoli przygotowuję sie do ostrej jazdy w tym roku, choć na razie w większości psychicznie.

Wczoraj mnie dopadło i naprawdę nie mogłam sobie wyobrazić jak to będzie. M zaczyna doktorat, będzie miał też jakieś zajęcia ze studentami, coby odrobić opłaty za studia. Ja niedlugo zaczynam kurs online, muszę też w tym półroczu skończyć pierwszą część badań, czyli teoria i wywiady. W przyszłym półroczu mam dodatkowe cztery przedmioty z Irandzkiej polityki społecznej.

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak będziemy zajęci, na razie skupiam się na byciu teraz. W to wszystko chcę jeszcze jakoś wpasować ciążę, jeśli się uda, co wcale w moim wieku nie jest takie oczywiste. 

A propos cenienia mnie w mojej szkole – myślę, że to za dużo powiedziane. Im jest ze mną wygodnie – łyknę wszystko co mi dają, nie mają żadnych zobowiązań, a mają pewność, że wykłady będą w miarę dobre i studenci zadowoleni. Piszę ‚w miarę’, bo jak dostaję nowy przedmiot, to nie mogę być w nim ekspertem – jest duża różnica pomiędzy wykładowcą uczącym tylko w ramach swojej specjalności a takim, który uczy wszystkiego, bo znać się na wszystkim to znać się na niczym. I ja to wiem. 

Moja ulubiona koleżanka pracowa, Polka, z którą miałyśmy sztamę jak chiński mur, zdecydowała się wrócić do Polski. Dla niej chyba jest to najlepsza decyzja, ale ja płaczę. 

Przyszło zimno. Łóżko na noc przykrywam dodatkowym wełnianym kocem. 

Stęsknieni czekamy na Adziarza. Wraca dopiero 3 września. Kupiliśmy mu już wszystkie książki (200e) i nową bluzę do szkoły (50e). Jeszcze spodnie, ze 2 białe koszule, buty. Jeszcze obiecany monitor i karta graficzna. I będziemy gotowi na nowy rok.