Tytuł 244

Byliśmy u znajomych i może coś napiszę, bo jeszcze pomyślą, że ich nie lubimy i się nudziliśmy albo coś.

A bawiliśmy się świetnie w otoczeniu chmary dzieciaków, psów, kotów i w ogóle wszelkiego dobrobytu, który był wyraźnie namacalny, mimo, że gospodyni mówi, że ciężko i dobrobytu nie ma. Przez dwa dni siedzieliśmy do później nocy gadając, słuchając i bawiąc się przednio, a rano budziły nas głosiki dzieciaczków, którym o tej godzinie podrzuciłoby się nawet papier i zapałki, byleby jeszcze nie słuchać ich radosnych szczebiotów;) (Specjalnie wstawiam tu emotikonke, żeby zaznaczyć, że to żart). W każdym razie było niesamowicie, pławiłam się w obfitości i pełni i miałam nieustające wrażenie dostatku – rozmów, zabaw, pisków, szaleństwa, kredek, malowania, skakania, morza, pływania, piasku w samochodzie, piesów i kotów, muzyki, przestrzeni, trawy, wiatru, krajobrazów i serdeczności. Były fantastyczne nocne Polaków rozmowy a Ukryta odsłoniła naturalny talent socjologiczny, niekształcony, ale ewidentnie bijący po oczach. Bardzo, bardzo mi dobrze było, dzieciaki maja boskie (ktoś powinien im płacić za robienie dzieci! wychodzą idealne!), dookoła przestrzeń, niedaleko morze, czegóż chcieć więcej?

Są kopnięci i borykają się z rzeczywistością bardziej niż niejedna inna rodzina, ale tak się dobrze z nimi gada! 

Nawet moja miłość do glutenu nie zepsuła mi przyjemności goszczenia u tej jedzeniowo (i nie tylko) niestandardowej rodziny.

Od wczoraj wcinamy podpatrzone u Kasi ziemniaczory puree z zielonym groszkiem.

Dodaj komentarz