Tytuł 243

Zawsze co roku część wakacji spędzam trzęsąc majtami czy będziemy mieli co jeść w przyszłym roku, albowiem zawsze dostaję na początku tylko swoje godziny kontraktowe, których jest za mało na mieszkanie i jedzenie, więc trzeba coś wybrać: albo mieszkanie, albo jedzenie. Żeby nie trząść za bardzo rzucam się w wir zabawy, albowiem jak powszechnie wiadomo jak się wypije to się przestaje trząść. Potem niestety zaczyna się znowu drugiego dnia, ale kto by się tam drugim dniem przejmował, jak jest dzisiaj, The Power of Now, jak uczy mistrz;) 

No i jest tak już od dobrych paru ładnych lat, no, powiedzmy, od czterech, a ja dalej się na to łapię i stracham i trzęsę majtami, że hej! i w końcu się okazuje, że niepotrzebnie. Tak jak i w tym roku. Koleżanka idzie rodzić i dostało mi się w spadku dodatkowe 136 godziny. Czyli możemy i spać i jeść w tym roku. Dodatkowa praca też się odezwała i jeśli jeszcze wypali grant na badania to naprawdę nie wiem, co zrobię z pieniędzmi.

Chyba sobie kupię drugi ołówek, bo pierwszy zastrugałam do ogryzka.

No, ale człowiek jednak głuuupi jest! z tym zamartwianiem się – w tym roku na szczęście ostrą fazę zamartwiania się miałam tylko 1 dzień. No bo zobaczcie – dostanę te godziny albo i nie, martwienie się tu nic nie zmieni, a tylko może zrujnować zdrowie, bo jak powszechnie wiadomo stres powoduje depresję, demencję i raka. (Alkohol powoduje to samo, ale za to w trakcie jest przyjemniej!).

A zatem wszem i wobec ogłaszam, że plan finansowy na ten rok został wstępnie zaakceptowany przez siłę wyższą. Czego również i Państwu życzę.

Tytuł 244

Byliśmy u znajomych i może coś napiszę, bo jeszcze pomyślą, że ich nie lubimy i się nudziliśmy albo coś.

A bawiliśmy się świetnie w otoczeniu chmary dzieciaków, psów, kotów i w ogóle wszelkiego dobrobytu, który był wyraźnie namacalny, mimo, że gospodyni mówi, że ciężko i dobrobytu nie ma. Przez dwa dni siedzieliśmy do później nocy gadając, słuchając i bawiąc się przednio, a rano budziły nas głosiki dzieciaczków, którym o tej godzinie podrzuciłoby się nawet papier i zapałki, byleby jeszcze nie słuchać ich radosnych szczebiotów;) (Specjalnie wstawiam tu emotikonke, żeby zaznaczyć, że to żart). W każdym razie było niesamowicie, pławiłam się w obfitości i pełni i miałam nieustające wrażenie dostatku – rozmów, zabaw, pisków, szaleństwa, kredek, malowania, skakania, morza, pływania, piasku w samochodzie, piesów i kotów, muzyki, przestrzeni, trawy, wiatru, krajobrazów i serdeczności. Były fantastyczne nocne Polaków rozmowy a Ukryta odsłoniła naturalny talent socjologiczny, niekształcony, ale ewidentnie bijący po oczach. Bardzo, bardzo mi dobrze było, dzieciaki maja boskie (ktoś powinien im płacić za robienie dzieci! wychodzą idealne!), dookoła przestrzeń, niedaleko morze, czegóż chcieć więcej?

Są kopnięci i borykają się z rzeczywistością bardziej niż niejedna inna rodzina, ale tak się dobrze z nimi gada! 

Nawet moja miłość do glutenu nie zepsuła mi przyjemności goszczenia u tej jedzeniowo (i nie tylko) niestandardowej rodziny.

Od wczoraj wcinamy podpatrzone u Kasi ziemniaczory puree z zielonym groszkiem.