Siedzę w domu i jest cudnie, dostaję wyrazy pocieszenia z Australii, goście mnie odwiedzają w domu, kiedy sobie tego zażyczę, a jak mam ochotę wyjść z domu, to umawiają się na piwo/wino/śpiew niepotrzebneskreślić gdzie tylko zechcę. Będąc w pierwszej połowie cyklu skreśliłam dwa ostatnie i tak wylądowałam swego czasu z Ni w Hairy Lemon. Było cudnie. Za tydzień będę w drugiej połowie cyklu, więc skreślę dwa pierwsze i też będzie dobrze, chyba że test pokaże, że nic, tylko się upić, to wtedy nie będzie wyjścia i skreślę piwo. Tym razem.
Zepsuta noga ma również tę zaletę, że nie można chodzić w spodniach, a zatem na nowo odkryłam spódnice i sukienki i odtąd postanowiłam chodzić w sukienkach, rany, najstarsi ludzie nie pamiętają mnie w sukience, no może raz na ruski rok, który jak wiadomo trwa dwa razy dłużej niż polski, ale wszystkie, wszystkie sukienki które mam są nie takie. Nie pasujące. Od dłuższego czasu kusiły mnie zatem sukienki na Pepperberry, przecudne sukienki dla prawdziwych kobiet, z miejscem na biust i wcięciem w pasie, nie dwa prostokąty zszyte po bokach, które wyglądają prześlicznie na mnie dwadzieścia lat młodszej, której niestety już nie spotykam poza snami. Dzisiaj kuszeniu się wreszcie nie oparłam, bo ileż można się opierać, jak coś naprawdę kusi, zresztą mam inne ważniejsze rzeczy do opierania się i kupiłam sobie tę i tę i tę. Nie mogłam nie kupić patrząc na te ceny, prawda? Sukienka trzecia to moi drodzy JEDWAB, prawdziwy jedwab, wiecie, jak się jedwab układa na ciele? Otóż jedwab na ciele układa się cudnie, więc nie mogłam nie kupić. Ale to było ostatnie kuszenie tego lata.
(Ale zobaczcie sobie też inne sukienki. No obłęd po prostu).