Pracuję. Czasem kocham, czasem nienawidzę pracy w domu, mój umysł jak skacząca małpka myśli sobie, że jest w domu, to się może wyluzować i już po 10 minutach siedzenia nad pytaniami egzaminacyjnymi czuję to zachęcające swędzenie w odległym kącie mózgu nakazujące mi zaraz NATYCHMIAST W TYM MOMENCIE zobaczyć, co robią ludzie na fejsie albo jak się skończyła historia zaczęta dwa odcinki temu w serialu Lekarze, albo co też aktualnie porabia takajedna w tej Szwecji czy rodzina panstwa F. (no nic nie porabiają na bloxie? No jak to tak?? A ja tu zaglądam i zaglądam i pracować nie mogę!!). No więc zbieram się do kupy, zaganiam rozbiegane gąski myśli do zagrody, wzmacniam koncentrację, niestety, czasem nic nie działa a ja jestem myślami w Afryce. Albo w Urugwaju. I mam tyle przemyśleń, ach! jak dużo mam przemyśleń i opisań!, o chorobliwym zbieraniu wszystkiego, kolekcjonowaniu worków papierowych i pudełek po śledziach przez moich rodziców; o tym, czy lepiej jest dziecko rozpieścić i wychowywać je w przekonaniu, że cały świat kręci się wokół niego, czy go zgnębić i upupić, nie pozwalać mu na nic i zrobić z małego, wesołego, pełnego energii chłopaka grzeczną, dobrze wychowaną, zastraszoną pacynkę, która nie czuje że na cokolwiek zasługuje, która pyta się małym słabym głosikiem, tak cicho, że jej w ogóle nie słychać; o tym, że ja, zadeklarowana ateistka największe zrozumienie marzenia o dziecku znalazłam u zagorzałego katolika, członka Odnowy w Duchu Świętym, który zrozumiał, że dziecko jest ważniejsze od materialnego bezpieczeństwa i spokoju i po rozmowie z którym poczułam, co to znaczy ‚nie lękajcie się’; o tych wszystkich sprzecznościach i paradoksach życia, które sprawiają, że jest tak cholernie trudno, ale tak cholernie ciekawie i pełnie, że aż chce się żyć.
Ale napierw praca, najpierw ‚wpływ nauczania Kościoła Katolickiego na przemiany rodziny Irlandzkiej’, gąski gąski do domu, skupiamy się, nie rozpraszamy misie tu!