Chyba jesteśmy nieuleczalnymi wariatami.
Mi dostał się na studia doktoranckie.
Na dobrym uniwersytecie. Takie studia kosztują 6 tys. euro na rok, a przez kryzys większość pieniędzy na stypendia i badania pokończyła się.
Ale promotorka tak go chce, że załatwia mu różne granty, można jeszcze dostać pieniądze z różnych dziwnych pul. Nie są to duże kwoty, w sumie może się uzbiera na opłaty za studia.
A co z życiem?
Ja na razie dostałam godziny wystarczające na goły czynsz.
Rośnie mi gula w gardle, tak się boję, że ojaciepierdolę.
(Ale na szczęście czuję, że się boję i nie mam raka w płucu tym razem).
Trzymajcie kciuki.