Reisenfieber.
Kolanko mnie boli, wymyślam zwyrodnienie stawu kolanowego, któż by przypuszczał, że joga może człowieka tak załatwić, jak ćwiczyłam z dziadkiem nigdy mnie nie bolało, i jeszcze chrupie, zwyrodnienie jak nic, ja chcę dziadka!, włosy zafarbowane na marchewkę NIERÓWNO, ciemne placki niezafarbowanych wyłażą spod spodu, nawet się nie spakowałam, termin wysyłania projektu badań przesunęli o 3 tygodnie, widocznie było jak w moim śnie (gdzie dostałam pieniądze na badania, bo zgłoszono tylko 7 projektów na 10 stypendiów) ale to nie fair! bo ja już wysłałam! i teraz inni będą mieli więcej czasu i wyślą lepsze projekty i ja nie dostanę nic, nie mogę się już patrzeć na ryby, jak widzę rybę to mi się wszystko przewraca, kupiłam sobie w Lidlaku zapas łupaczów i pstrągów, i jeszcze śledzie w polskim sklepie i pastę z kraba, a teraz muszę to wszystko zjeść, bo trzeba rozmrozić lodówkę,
jutro rano lecę do Polski.
A sąsiadka urodziła córkę w maju i dziś się dowiedziałam, że nazywa się Mia. Tak, jak nasza miała się nazywać. Gdyby się urodziła w maju. Tak jak miała. Więc wracam dziś od sąsiadki i mówię do M: UKRADLI NAM DZIECKO!
I jeszcze mojemu bratu się urodziło dziecko DZIŚ.
A ja mam reisenfieber.