Jestem. Trochę pracuję, trochę odpoczywam (oczywiście gnębię się, że za dużo odpoczywam). Adek skończył egzaminy, jeszcze tydzień i do Polski. Jedziemy oboje.
Słońce, ciepło, czerwiec. W mojej pracy przygotowania do rewizji programów (standardowo co 5 lat). Wczoraj roczna ocena, rozmowa z moją szefową wyższą (a nie bezpośrednią). Jest ze mnie bardzo zadowolona, same dobre oceny mi wystawiła. Zagadałam o etat. Jak będę miała godziny, będę miała etat. Poradziła mi, żebym brała udział w rewizji programu i wcisnęła jakiś swój przedmiot. Postanowiłam być bardziej do przodu i coś wykombinować. Wymyślić łatwo, ciężej przepchnąć z moją bezpośrednią szefową. Której nie lubię, w sumie jak tak myślę to nic do niej nie mam jako do człowieka, ale jako szefowa jest nie bardzo. Bardzo niebardzo.