Dziś praca. Dwie moje studentki niestety bardzo bardzo bardzo słabo napisały dyplomy i mam zagwozdkę czy powinny zdać. Jedną wybroniłam u drugiego egzaminatora ale z drugą mam poważny problem – sama wiem, że nic nie starała, na chybcika złożyła do kupy coś, co jest beznadziejne.
5 km bieg w 32 min, ostatni raz biegłam w poniedziałek i po raz kolejny się przekonuję, że przerwy powinny być nie dłuższe niż 2-3 dni, bo po tygodniu wraca się do kondycji wyjściowej.
Rozmawiałyśmy z panią o moje blokadzie z pisaniem i radości z uczenia. Zasugerowała, żebym podeszła do pisania jak do uczenia i skupiła się na odbiorcach, tak, jak w klasie na studentach. Ja jestem tylko tłem, narzędziem do przekazania wiedzy, tak samo mój artykuł nie liczy się sam w sobie, nie musi być bardzo dobrze napisany, jedynie powinien przekazać to, co chcę powiedzieć. Do czego chcę czytelników przekonać. Nie powinnam się zatem za bardzo skupiać na formie i fajerwerkach erudycji i pokazywać jaka to jestem mądra, ale na tym, co chcę, żeby słuchacze/czytelnicy się dowiedzieli. Jest to bardzo subtelna, ale równocześnie zasadnicza różnica – artykuł ma być tylko narzędziem, nie celem – ale jak łatwo się w tej subtelności zaplątać! Zauważyłam, że praca naukowa jest dla mnie tą Prawdziwą Pracą, na podstawie której ludzie oceniają moją Wartość, jest zatem śmiertelnie Poważna i Istotna. I powinna być Bardzo Dobrze Wykonana. Nie daję sobie zatem pola manewru, pozwolenia na próby i błędy, pozwolenia na nieperfekcyjność. Nauczanie ma dla mnie mniejszą wartość, a zatem mogę się nim bawić, mogę probować i eksperymentować, moge się mylić.