W pracy przerwa, ostatnie egzaminy sprawdzone, cisza i spokój i tylko smutno mi, bo moja bratnia dusza wyjeżdża do Pl, tym razem zdecydowała już na pewno, rozstaje się z chłopakiem i ma propozycję pracy w Pl, więc wyjeżdża i nie wraca. Smutno mi bardzo, to jest jedyna osoba, której mogłam powiedzieć wszystko o pracy i która nigdy by tego nie puściła dalej, to jest jedyna osoba, z którą nie jeden raz chichrałyśmy się z takich sytuacji, gdy tylko już śmiech pozostał bo inaczej mogłabym tylko płakać z upokorzenia. Będzie mi bardzo brakowało jej pozytywnej energii i lojaności, a pomyśleć że cztery lata temu byłam bardzo bardzo zazdrosna, że ona TEŻ dostała wykłady mimo, że nie ma doktoratu. Ech.
Sytuacja z pracą M, a raczej jej brakiem, daje nam się obojgu weznaki, on po sobie tego nie pokazuje, ale bardzo go to przygniata, ja też w to trochę nie mogę uwierzyć, wiem, że jest jedną ze zdolniejszych osób, które znam, dałby sobie radę na wszystkich stanowiskach na które aplikuje, tylko pracodawcy tego nie wiedzą i nie wiemy, jak ich przekonać. Ma 40 lat i dotychczas tutaj pracował tylko w fabrykach, więc co z tego, że miał najwyższą średnią na roku na tutejszym uniwerku.
A u mnie w pracy powinnam zacząć walkę, na razie się rozglądam, zbieram siły i informacje, nie wiem czy to ma sens, przemyśliwuję, boję się jak jasna cholera, bo jestem ‚jedynym żywicielem rodziny’ przecież, co zrobię, jak mnie wywalą? Dowiedziałam się ostatnio, że moja forma zatrudnienia jest prawdopodobnie nielegalna – nie mogą mi odnawiać kontraktu więcej niż przez 4 lata, po tym czasie powinnam mieć umowę na stałe. Przemyśliwuję zatem i się rozglądam, na pewno niczego nie zacznę przed podpisaniem nowej umowy, czyli przed wrześniem, ale czuję, że nie mogę chyba tego tak przepuścić, czuję się wykorzystywana. Postanawiam się zapisać do związków zawodowych (buziaki Ake!) i dowiedzieć czegoś więcej i przynajmniej nie będę w tym sama. Problemem może być to, że ja mam zawsze mniej godzin niż cały etat, może w takiej sytuacji ta ustawa nie działa? Ale wpienia mnie to wszystko, wpienia mnie, że ci co mają najgorzej mają zawsze najtrudniej, gdybym była bogata, to jeszcze dobry prawnik wygrałby dla mnie kupę kasy pewnie. Ale nie mam nawet na opłacenie go.
Ale na razie siedzę cicho i się przygotowuję, bo przecież „wojna to sztuka wprowadzania w błąd”.
A chłopaki się pogodzili, wyszłam wczoraj na pół dnia i okazało się, że tego im było trzeba. Przeprosili się nawzajem, rozmawiałam jeszcze z M i umówiliśmy się, że następnym razem w takiej sytuacji wyjdzie z siebie i stanie obok, a potem pójdzie pobiegać albo coś. Myślimy także nad takim bokserskim workiem treningowym, Adek już od dawna prosi, bo musi ćwiczyć na kickboxing.