Czytam Eckharta Tolle polecanego przez Iksińska tu i ówdzie i cieszę się. A już ta wrzuta to mnie psychicznie rozmiękcza;) I choć nie umiem być w teraz, to trochę próbuję i jest fajnie. I to rzeczywiście ma sens, co mówi.
Ostatnio pracowaliśmy z panią nad moim poczuciem bycia nikim. Pani pokazała mi jak się bardzo surowo oceniam. Niby to wiedziałam, ale nie wiedziałam. Nie widzę tego w sytuacjach, kiedy one się dzieją. Dopiero kiedy już się nie dzieją czasem udaje mi się nabrać trochę dystansu i zauważyć, jak siebie łaję. Jakie okropne historie sama sobie opowiadam o sobie! Jakie niestworzone rzeczy wymyślam! Czasem to widzę, a jednak nie wierzę same sobie, albo szybko tracę wiarę, myślę sobie, że może trochę mam w tym rację. I tak się bujam sama ze sobą. Z panią jest łatwiej, bo tak jakby ona mi to sankcjonuje, popiera to moje widzenie, wierzę jej, kiedy mi to pokazuje. Czuję się mniej splątana.
Poczułam też ostatnio, że już za długo wątpiłam w siebie. Że jednak mam dużą profesjonalną wiedzę, że umiem pracować ze studentami, umiem oceniać, że to, co przywiozłam z Polski ma wartość. Parę sytuacji mi to pokazało. Byłam na przykład drugim egzaminatorem na Uniwerku w piątek i moje oceny pokrywały się z ocenami egzaminatora zewnętrznego. Moje uwagi na temat prac dyplomowych były bardzo podobne go jego uwag (Zielone – czytaj i pamiętaj, że promotorzy i oceniający też są oceniani i też się boją;). Czuję wyraźnie, że już za długo stałam w kącie, biczując się ‚moim angielskim’ i niepewnością. Tak naprawdę to 6 lat zabrało mi przekonanie się, że ja coś wiem, że tutaj żadnej Ameryki nie odkrywają, że praktyka i teoria są bardzo podobne, a ja jestem w tym dobra. (Choć Eckhart Tolle by powiedział, że równie dobrze mogę być beznadziejnym wykładowcą i to też nie ma znaczenia).
Czuję też, że (niestety!) z nieba mi nic nie spadnie, jak nie zawalczę o swoje to nic nie dostanę. Banał taki, wszyscy o tym wiedzą, ja niby też, ale jakoś nie wcielałam tego w życie. Czekałam, aż odkryją jaki to ze mnie geniusz, że będą mnie samą przekonywać jaka to ja jestem świetna i jak bardzo chcą, żebym z nimi pracowała;D Ale tak to tylko w komediach romantycznych i serialach. I to polskich. W rzeczywistości jest tak, że musisz ludziom pokazać, że jesteś świetna, a żeby to pokazać trzeba samemu w to wierzyć. Bo jak się nie wierzy, to się po prostu nie ma tej energii, tej siły przebicia, tego optymizmu co przyciąga ludzi. Tej pomysłowości, tej odwagi do wymyślania nowych rzeczy.
Kiedyś taka pani mi powiedziała ‚bądź jak poziomka, znajdą cię’. A to gówno prawda. Będziesz sobie siedzieć w tej trawie i czekać, przyjdzie lato i potem jesień i w końcu cała pomarszczona i wysuszona jak podeszwa, nieprzypominająca poziomki nawet zapachem, spadniesz z krzaczka i stwiedzisz, że trzeba było nie czekać.
I jeszcze tak upamiętnię moję ostatnie olśnienie. Kiedyś wam tu pisałam, jak to etat dostała moja była studentka, Waneska. Czy Angelika, nie wiem już jak ją tam nazwałam. Ale nie wiem, czy pisałam, jakim było to dla mnie policzkiem i jak bardzo zachwiało to moją wiarą w siebie. No wiecie – ja się uczyłam 10 lat, mam doktorat, a Waneska skończyła studia czyli 4 lata w sumie, o doktoracie to może dopiero myśli leniwie przed zaśnięciem jak ją chłopak zagada i ona dostała etat. Nie chodziło w sumie o nią, tylko o to jak bardzo mnie nisko oceniają, jeśli przegrywam z Waneską. I dziś, po paru ostatnich historiach (opowiem, opowiem) mnie oświeciło. Waneska przyszła do tej pracy z polecenia. Waneska przyszła do pracy, która na nią czekała. Rewizja programu była w czasie, kiedy ona studiowała, wtedy też wprowadzili mnóstwo godzin z polityki społecznej. Waneska zrobiła w roczek na uniwerku magisterkę z polityki społecznej i jak do nas przyszła naturalną koleją rzeczy dostała czekające na nią godziny. Ja w tym czasie szarpałam się z 4 przedmiotami ze starego programu, które były wygaszane, miałam 2x więcej roboty tamtego roku (wszystkie przedmioty nowe), a Waneska cisnęła politykę społeczną, którą do dzisiaj sobie rzeźbi. Ja w sumie wykładałam 8 nowych przedmiotów, naszarpałam się jak wariatka, od Sasa do Lasa, do koloru do wyboru, migracje, socjologię miasta, mniejszości i wykluczenie, ubóstwo, przemoc, kryminologię, learning lab, rozwój dzieci i młodzieży. Zarobiona po uszy, jechane, co rok nowe, kończące się po roku. To wysoce nieprawdopodobne, żeby to był przypadek. Ona miała dostać tą robotę, proste. A mi to siadło na psychice i się tym gryzłam przez tyle czasu! I oceniałam siebie jej miarką. I dotarło do mnie, że często nie wiemy dlaczego coś się dzieje tak a nie inaczej i gryziemy się tym niemożebnie. No i oczywiście bardzo trudno jest zachować wiarę w siebie kiedy przez niesprzyjające okoliczności zewnętrzne jest ona ciągle podważana. A co najdziwniejsze wiara w siebie niekoniecznie musi opierać się na aktualnych możliwościach czy dokonaniach. Też to ostatnio odkryłam. Można wierzyć w potencjalnego siebie, wierzyć w swoje możliwości, wierzyć, że choć upadamy teraz to kiedyś się nauczymy chodzić.
Pamiętaj Aniu, nie wolno siebie oceniać czyjąś miarką. No. Żeby mi było to ostatni raz!