Jeden stres za mną, zajęcia com sobie o nich zapomniała odpracowane dziś, cieszę się bardzo bo to i stresująca sytuacja i temat nie za bardzo mi leży (rolnictwo w Irlandii ze szczególnym uwzględnieniem historycznego tła i polityki UE – hehe, teraz wiem ile jest gospodarstw rolnych i czym się zajmują i mogę wam o tym opowiedzieć) i jeszcze alternatywą był wykład online, na którym mogłabym chyba jeszcze bardziej się zakałapućkać. A dzisiejsze zajęcia było – o dziwo! – jedne z moich najbardziej udanych na Uniwerku, chyba z tego poczucia winy przygotowałam się na beton i nie dałam się zjeść.
A przede mną pierwszy esej na zaliczenie, nie tyle esej może ile ‚refleksja’ ale trzeba przygotować literaturę i dużo przeczytać. Bo zapisałam się na kurs online nt. uczenia online, coby sobie trochę podwyższać kwalifikacje i oto trzeba się wreszcie wziąć i zacząć czytać, bo inaczej nie zdam.
Palce mnie świeżbią na jakąś nową robótkę i obmyślam wzory i kolory, ale niestety musi to poczekać. Poza tym wkurza mnie jeszcze moja chrypka, która po półtorej miesiąca anty jeszcze się utrzymuje i trochę nie wiem czy kontynuować, czy kurcze przestać się faszerować prochami skoro objawy płucne szybko ustąpiły a z chrząkaniem nie ma większej poprawy od miesiąca. Mam jeszcze antybiotyku na miesiąc i nie za bardzo chcę tego przedłużać, bo przecież chcę mieć jeszcze dziecko, a tu czasu coraz mniej (jutro mam 39 lat!). Wczoraj nasza 15 rocznica ślubu minęła mi na przygotowywaniu się na wykład, ale Mi pamiętał i dostałam bukiet róż. I czekoladki. W sumie ciekawe, że ja nic mu nie kupiłam. No ale na kupowaniu się nie kończą się przecież wyrazy wdzięczności, hehe.