Tytuł 280

Chłopaki wrócili. Oboje zrobili w Pl badania na chlamydię i mycoplasmę, Adkowi wyszła mycoplasma, a Mi lekka chlamydia (może początek zakażenia). Dostali jeden cykl antybiotyków i powinno być dobrze. Mam nadzieję, że to by było na tyle z tymi bakteriami. Po cichu liczę też na to, że Adkowi minie trochę podkliniczna astma (od wielu lat jest na granicy astmy – co jakiś czas ma zaostrzenie i bierze leki rozkurczające oskrzela, ale nie musi nic brać na stałe). Oboje mają tragicznie niski poziom wit. D (Adek – 9, Mi -8, norma 30-80), pani doktor kazała zaleciła przeprowadzkę na Jamajkę. Zrobili też podstawową morfologię i Mi ma 15.6 hemoglobiny mimo nie jedzenia mięsa od trzech lat! Podejrzewam, że to zasługa kiszonych buraczków, które robimy od miesięcy i Mi potrafi zjeść pół słoika na raz. Jeszcze go namówiłam na próby wątrobowe, a że dwa dni wcześniej byli u nas znajomi i posiedzieli z nim przy piwie, to wyniki wyszły takie, że się przestraszył i postanowił być grzeczny. Ja się cieszę, że zobaczył, że takie niewinne piwo ślad na wątrobie zostawia i trzeba z tym uważać. 

Ja zaczęłam robić na drutach czapkę. Czemu mi nikt wcześniej nie powiedział, że to taka frajda??!! Robię od wczoraj, dziś zamierzam skończyć. Zdjęcia wkleję. Trochę odjechałam z kolorami, ale nie mogłam się powstrzymać- włóczka w kolorach morskich uwiodła mnie zupełnie. Wybaczyłam jej nawet to, że w połowie jest plastikiem, w przypadku czapki nie ma to aż takiego znaczenia. Robienie na drutach jest boskie! Do robótki włączyłam sobie audiobooka (The China Study Collin Campbel, polecane przez Iksie)  i TAK WYOBRAŻAM SOBIE NIEBO. 

Nienawidzę tych sklepowych swetrów z plastiku, zamierzam zatem zrobić sobie parę porządnych wełnianych swetrów.

W innych sprawach też mi trochę odbija i tak zamiast kupowania sklepowych kremów zamówiłam sobie zestaw organicznych olejków i czysty kwas hialuronowy. Zamiast kremu na dzień używam 2 kropli olejku z pestek malin zmieszanego z 3 kroplami kwasu, na noc olej z pachnotki z kwasem. Od święta błoto z Morza Martwego (śmierdzi morzem, cudownie!), na podrażnioną skórę skoncentrowany aloes. Na razie jestem zadowolona – skóra jest nawilżona i nie jest bardziej tłusta niż po zwykłym kremie nawilżającym, a nie pakuję sobie na twarz żadnych konserwantów i utrwalaczy. I zamiast 20 euro za krem mam zestaw za 4 euro.

I jakoś tak chyba szczęśliwsza jestem. To znaczy mam nadal swoje strachy co budzą mnie po nocach czasami, ale są trochę mniej straszne.