Tytuł 281

Siedzę sama w domu i głupie mi pomysły do głowy przychodzą.

W zeszłym roku zgubiłam tą samą czapkę trzy razy, to znaczy nie tą samą, ale taką samą, którą za każdym razem sumiennie odkupowałam w sklepie (a była kurcze blade droga, tak, że nawet nie chciałam mężu mówić) dopóki nie skończył się im asortyment. Takich czapek. No i w tym roku po raz kolejny kupiłam sobie czapkę i po raz kolejny ktoś mi za… na basenie   ją zgubiłam. I nie ma już moich ukochanych czapek i nigdzie podobnych nie ma, w sklepach już wiosna, to możemy kupić sandały i słomkowe kapelusze, bo przecież wiosna, gdzież by tam czapki. I to jeszcze żółte. No więc nie. No więc ja się zaparłam i kurcze blade zrobię sobie czapkę i będę ją nosić. I teraz szukam wzoru – żeby nie była jak czepek pływacki i nie była beretem i nie była przylizana i nie była fikuśna i filuterna tylko zwykła żółta czapka. Bez pomponu, bo w pomponie to wygądam jak dziesięciolatek na spacerze.