Tytuł 282

Chłopaki wyjechali, goście wrócili do Pl a ja się rozkoszuję samotnością. Mam ferie. Słucham swoich myśli. Jest cudownie. Trochę żałuję, że akurat jak byli goście to miałam zaległe prace do sprawdzenia i zamiast nad morze, na spacer, na miasto, to ja przy kompie cały boży dzień, od rana do wieczora, a właściwie od południa do nocy, bo wiadomo – kawa, śniadanie, rozmowy, śmichy chichy. No, ale wczoraj wysłałam ostatnie oceny rzutem na taśmę, dokładnie wpół do dwunastej i voila! oto jestem wolna przez parę dni.

A teraz sobie odbijam. Rozkoszuję się byciem z samą sobą. Co, jak się okazuje, polega na jechaniu na szmacie, bo w pierwszy swój zupełnie wolny dzień pomyłam okna i wysprzątałam cały dół. I tak sobie właśnie rozmyślałam feministycznie, dlaczego kobieta, jak zostaje sama w domu, to zaczyna sprzątać. To znaczy chłopaki oczywiście też sprzątają, ale tylko jak ktoś (kobieta, nie taki zupełnie przypadkowy ktoś z ulicy, oczywiście) ich o to poprosi, jak przedstawi sprzątanie jako sprawę szalenie istotną, podstawę wspólnego bytu i fundament wszelkich późniejszych ewentualnych korzyści niematerialnych czerpanych ze związku. A kobieta nie – kobieta sama z siebie szmatę łaps! i jechane!

I tak się właśnie zastanawiałam i zastanawiałam i do niczego okrywczego nie doszłam, jeno do stwierdzenia, że lubię. Sprzątam, bo lubię. Lubię pracę fizyczną, która w krótkim czasie przynosi tak zauważalne, żeby nie powiedzieć spektakularne, efekty. Sprawia mi to przyjemność, kiedy się namęczę i bach! okna błyszczą a kuchnia lśni. A już szczególnie lubię sprzątać, jak alternatywą jest praca intelektualna. Albo po sprawdzaniu esejów. Albo po poważnym bałaganie. Moja perwersja posuwa sie do tego, że czasem lubię nie sprzątać przez dłuższy czas, żeby potem w przypływie weny przywrócić pomieszczeniom i przedmiotom ich stan pierwotny. To taka czysta przyjemność – rzeczy się kotłują, przedmioty się mieszają, chaos zaczyna się zadomawiać się, entropia się rozgaszcza i czary-mary! rzeczy znowu oswojone znają swoje miejsce. I znowu udają, że są grzeczne. Z dziećmi tak się nie da. Dzieci trzeba systematycznie. Dzieci po miesiącu spuszczenia z oka już nigdy do tego oka nie wrócą. Albo coś w tym stylu.

Sprzątanie jest jak medytacja, jest tak samo metodyczne i bezmyślne. I tak samo tworzy przestrzeń. Wychowywanie dzieci jest jak karczowanie bambusowej dżungli. 

No i teraz mam taki feministyczny dylemat – weszłam do pokoju mojego syna, lat 14 i 3/4 i te papierki, talerze, książki, ciuchy, zeszyty, kasety, płyty do mnie po prostu krzyczą. Z lubością bym posprzątała na błysk, naprawdę, z prawdziwą przyjemnością. Ale czego bym nauczyła moje dziecko tym nieprzemyślanym działaniem? Jaką wiadomość bym mu przekazała? Że porządek robi się sam???

Ale papierki na podłodze mnie wołają a rączki świerzbią.

Poza tym ugotowałam cały gar chili con carne. Ale goście okazali się tak niekłopotliwi, że znikali zaraz po śniadaniu i wracali koło północy. No i sama teraz muszę zjeść ten cały gar. Dziś jest czwarty dzień. I powiem wam, że następne chili con carne będzie w tym domu nie wcześniej niż za rok.

Z innej beczki – wpis o moim bracie. Mój brat chce (chciał?) kandydować do PE z Partii Piratów i zająć się wszystkimi kwestiami prawa autorskiego, prawa w internecie, reformy prawa patentowego, inwigilacji obyweteli Polki przez obce służby specjalne i tak dalej. Byłby naprawdę właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, bo zajmuje się tym od lat, jest informatykiem Linuxowym, czyli od systemów otwartych i aktywistą w tym środowisku. Wpis usunęłam, bo głosowanie zakończone a ja nie chcę zostawiać czegoś, po czym bardzo łatwo byłoby mnie niektórym ludziom odszukać na necie (na przykład zwariowanemu eks mojej siostry, który ma tendencje do śledzenia ludzi w necie;). Mój brat niestety przegrał prawybory, co oznacza, że nie będzie miał jedynki na liście koalicji, co oznacza, że nie ma szans w wyborach. Chyba źle chłopaki wymyślili z tą koalicją – z LIBERTARIANAMI??? No proszę. Naprawdę jest wiele partii z którymi mogłabym się sprzymierzyć, ale proszę, na Boga, nie z gośćmi, którzy mając 26 lat piszą o sobie „wszystko co dotykam zamieniam w złoto. Sukces i realizacja założonych planów to moje drugie imię.” albo z takmi którzy uważają, że „my, Europejczycy, jesteśmy najlepsi i najsilniejsi dlatego, że jesteśmy najbardziej wszechstronni i różnorodni, czyli najbardziej twórczy i przewidujący (…). I dlatego opanowaliśmy świat i dlatego opanujemy go ponownie.” Ratunku. Litości. Niech najpierw trochę pojadą na szmacie. Niech jedzą cztery dni chili con carne. Wtedy będą mogli coś powiedzieć. O co z tym życiem chodzi.