Tytuł 283

Przyjechałam i zaraz wpadłąm w wir tutaj-i-teraz. Bo, po pierwsze, zaległości pracowe, które mnie skutecznie unieruchomiły w domu na dobre 5 dni sprawdzania prac. Nowy sposób zaliczenia – dyskusja internetowa – spowodował, że pracy mam 3 razy więcej niż normalnie. Muszę sprawdzić każdy link, każde odniesienie i jeszcze śledzić wątek, aby móc stwierdzić czy student pisze na temat. Po drugie, goście z Pl, z którymi chciałoby się posiedzieć do rana, a od rana znowu. Na szczęście nie mogę pić przez antybiotyk, więc część dylematów i problemów odpada – nie mam rano kaca i jakoś łatwiej mi się zabiera za pracę. Co nie znaczy, że łatwo. Po trzecie, zaraz dziś chłopaki wylatują do Pl na badanie i ewentualne leczenie.

Trochę stresów pieniężnych – naprawdę nie wiem, z czego będę żyła za 4 miesiące, czasem dopada mnie to w nocy i nad ranem zwłaszcza, gdy – tak jak ostatnio mówiłam mojej pani psychoanalityk – mówię studentom o ubóstwie w Irlandii i jak się je mierzy i nagle się orientuję w środku wykładu, że my właściwie żyjemy na granicy ubóstwa obecnie. Zgodnie ze wskaźnikami. Zabawnie to brzmi – ‚mówię mojej pani psychoanalityk’ że żyję w ubóstwie, takim to paradoksem jest obecnie moje życie, ale wizyty te mają dla mnie taką wartość, że prędzej będę jadła ziemniaki przez cały tydzień na okrągło niż zrezygnuję z tych spotkań. Mam bowiem wrażenie, że jak sobie dobrze poukładam w głowie to będzie mi łatwiej pomyśleć, jak zarobić i co dalej robić. Czyli bieda w stylu South Beach, choć przecież oczywiście w Irl wygląda ona zupełnie inaczej niż w Pl i właśnie dlatego mieszkamy tu, a nie tam.

Oprócz tego śmierdzi wiosną już całkiem wyraźnie, tulipany niestrudzenie pną się do góry i mają już z 5 centymetrów.

I mam cudowny plan na nadchodzący tydzień ferii – gorące kąpiele, spotkania na kawce, oglądanie seriali, czytanie, czytanie, czytanie. Obecnie męczę Murakamiego (Kafka nad brzegiem) ale przyznam, że mnie kompletnie znudził – ten sam typ emocji i wyobraźni, który znam z paru jego innych książek. Zawzięłam się i dokończę, ale po tym chyba przestanę go czytać w ogóle. Wkręcają mnie obecnie prawie wyłącznie książki naukowe albo popularno naukowe, beletrystyka średnich lotów nudzi mnie niemożebnie, a na wysokie loty to trzeba mieć nastrój na latanie.