Wczoraj byłam z siebie dumna. Wpadło mi do głowy, że nie muszę od razu akceptować podwyżki czynszu, mogę się trochę targować, nie? A muszę wam powiedzieć, że nie umiem i nie lubię się targować, nie wiem dlaczego, ale jak ktoś mi podaje jakąś cenę to sobie zawsze myślę, że na nią zasługuje. I że powinnam ją zapłacić. I tak sobie rozkminiałam w głowie tę sytuację i doszłam do jednego pytania: co się może stać jak poprosimy o obniżenie podwyżki?… No co się może stać tak naprawdę? Pan nas przestanie lubić? Obrazi się na nas? Będzie smutny?
A zatem wczoraj, wbrew swojemu pierwszemu odruchowi, zamiast sie zgodzić na nowy czynsz, napisałam do agencji, że to dość duża podwyżka jak na jeden raz. I zaraz dostałam odpowiedź, że może obniżyć o 25 e/miesiąc. I jestem z siebie dumna. Nie jest to dużo, ale te 300 e na rok mogę już sobie na co innego wydać. Na przykład na ten żakiet. Marzę o żakiecie, gdzie byłoby miejsce na cycki, bo w żadnych nie ma. Jak pasują na cycki, to mi w pasie powiewają, mimo, że nie mam jakiś niesamowicie dużych. Właściwie mam po prostu średnie, a i tak żakiety i koszule (szczególnie z Zary) szyte są na chłopców. Co ci projektanci wyobraźni nie mają? Jarają się jakąś Kardashian i Pamelą Anderson, ale żadnych ciuchów dla kobiet z biustem nie ma. Nie nie nie. Szukam też białej koszuli, takiej, żeby po raz pierwszy mi się dobrze układała na dekolcie. I też nie ma w normalnych sklepach, a w nienormalnych kosztuje np. 140 dolarów. Może Pamelę na to stać, ale mnie nie. I ciekawa jestem, czy jest szyta w Ameryce, za taką cenę, to i mi by sie opłacało uszyć sobie koszulę, gdybym tylko umiała szyć. Czas kupić sobie maszynę do szycia.
Załatwiłam jeszcze jedną rzecz wczoraj – jakiś czas temu zapisałam się na kurs o uczeniu online. Kurs jest porządny, na Uniwersytecie i jest płatny, ale Uniwerek wziął pod uwagę, że prowadzę tam jeden wykład i pozwolił mi robić go za darmo. Dwa dni temu odkryłam, że nie mogę się zalogować do portalu, wysłałam pani maila co jest grane, a pani dzwoni do mnie, że nie otrzymali mojego zgłoszenia i że już jest za późno, ale w przyszłym roku mogę się zapisać. No pozwalają mi. Zgodziłam się z panią, choć było mi smutno i co więcej bardzo mnie to zdziwiło, potem sprawdziłam dokładnie pocztę i znalazłam swoje zgłoszenie wysłane w listopadzie. No więc znowu do pani i oczywiście okazało się, że można to odkręcić, że pani bardzo przeprasza i że mogę zacząć zajęcia. No i super.
A jutro lecę do Pl na kontrolę, chciałabym żeby ta kuracja antybiotykowa już się skończyła, ale szczerze mówiąc wydaje mi się, że pani doktor mi jeszcze przywali miesiąc na dragach, bo jeszcze trochę kaszlę. Jest oczywiście nieporównanie lepiej, ale zobaczymy. Nie chciałabym zostawić niedobitków, które mnie znowu zaatakują. Przy okazji zamierzam porobić sobie parę badań (ach te rozkosze hipohondryka!) i wybrać się na saunę i basen. MARZĘ już o saunie. I lodowatym basenie. I o górach.
O terapii w następnym odcinku, a tu macie moje tulipanki:
