Tytuł 288

Siedzę w domu z ogromną opryszczką na pół policzka i z drugą na ustach, obie pieczołowicie zasmarowane pastą do zębów, bo zovirax już nie działa, obie to skutek brania antybiotyków przez ostatni miesiąc. Jadę właśnie na ostatnim z nich (właściwie to nie antybiotyk, tylko lek przeciwbakteryjny i przeciwpierwotniakowy, ale cholera niezła – skutek uboczny to zmniejszenie białych ciałek krwi), jeszcze tylko 5 dni i teoretycznie koniec. Choć coś czuję, że mogę dostać drugą serię, bo jeszcze delikatne pochrząkuję. Pierwotniaki nie mają szans, mam tylko nadzieję, że ja mam, bo oprócz opryszczki dostałam niezłej grzybicy, wyraźnie mikroorganizmy zmówiły się, żeby mnie wykończyć. My też z Mi zaczęliśmy się zbroić i przypuściliśmy zmasowany atak odpornościowy, nastawiliśmy 6 słojów kiszonych buraków i najzdrowszą kiszonkę świata – kapustę kim chi, śmierdolącą tak, że człowiek zaczyna się zastanawiać czy złe bakterie nie uciekają po prostu z powodu zapachu, bo swojskie polskie kiszonki to przy kim chi odświeżacz do powietrza (ale jak coś, co jest kapustą ukiszoną z kalarepką, czosnkiem, imbirem, anchovis i sosem rybnym ma nie śmierdolić??), robimy sobie co parę dni kurację koktajlem z kiszonej kapusty, czosnku i kiszonych ogórów, kupiłam tran i codziennie łykam, razem z magnezem, wapnem, antyhistaminą na uczulenie, 4 tabletkami probiotyków, lekami ochronnymi na wątrobę i płuca (ACC) i wyciągiem z bzu czarnego, naturalnym antywirusem, montelukast na płuca i tabletką inhibitora pompy protonowej na żołądek, dorzucam lekką ręką jeszcze witaminkę C, oczywiście D i B komplex, lekomanka to komplement w moim przypadku. Stałam się również tyranem zdrowego odżywiania, wiercę dziurę w brzuchu chłopakom, że lepiej zapobiegać i tak dalej, zmuszam ich do łykania tranu i jedzenia zup, kasz, kiszonek, bobu, fasol, brokułów,  coraz bardziej odrzuca mnie od mięsa, trochę też od mleka. Postanowiłam też w końcu przestać jeść rzeczy, które mnie uczulają, a więc na początek orzechy i czekolada (ale ja tak lubię!).  Ale to Mi jest awangardą żywieniową w naszym domu, właśnie mi oznajmił, że od swoich 40 urodzin zostaje weganem, czyli oprócz tego, że nie je mięsa, to od jutra także  żadnych przetworów mlecznych ani jajek. A ja mu kupiłam zestaw śmierdzących serów na urodziny:( Trochę się też przestraszyłam, bo do ekstremizmu niedaleko, słyszałam historie o nazi veganach, którzy robią naloty na lodówki pracowe i wyrzucają mleko, do zostania eko-terrorystą niedaleko, ani się obejrzę a zacznie uwalniać zwierzaki z ferm. Mam w sumie szczęście, że bakterie to rośliny i można je zabijać.

A na zewnątrz wieje i leje, leje i wieje, dobrze, że nie muszę się pokazywać ludziom z moją twarzą zajętą przez obcego. Mam zapas seriali i książek i święty spokój, bo chłopaki pojechali na szachowy mecz ligowy.