Tytuł 291

 

… „Pola płucne, cień serca i naczyń większych w granicach normy, Brak zmian ogniskowych”, słowa te czytałam w kółko, przez całą drogę do domu. Reszta wyników miała być za tydzień.

Od tego momentu zaczęłam się czuć lepiej. Psychicznie, bo fizycznie cały czas coś jeszcze było nie tak, mimo, że zaczęłam brać antybiotyk. Miałam chwile zwątpienia, kiedy po 3 dniach  nie czułam żadnej poprawy. Ale przekonałam samą siebie, że to musi trochę potrwać.

Po tygodniu odebrałam resztę wyników. Morfologia w miarę (lekka anemia). Tragicznie mało witaminy D! (10, gdy norma to 30-80). I bakterie: chlamydia pneumoniae i mycoplasma pneumoniae. Czterokotnie przekroczona norma przeciwciał.

Muszę się teraz wam tu przyznać, że poczytałam wcześniej trochę w necie o tych bakteriach, jak tylko dostałam skierowanie na ich badanie. Bakterie to bakterie, myślałam sobie, no co tam może być trudnego. Antybiotyk i tyle.

A tu w necie ludzie leczą się na nie latami :0

Po tygodniu kolejna wizyta w gabinecie. Pani doktor siedzi milcząca, wpisuje wyniki do komputera. Zagajam miło

– no, to chyba dobrze wyszystko wyszło, morfologia w normie..

– Jakie dobrze?? Pani ma ANEMIĘ! Bakterie! Awitaminozę! Wszystko pani te bakterie zjadają!

– Czyli to tylko infekcja?

– Jakie tylko? To POWAŻNA INFEKCJA! A co pani by jeszcze chciała??

Nie powiem, miła jest ta moja pani doktor;) No to brnę dalej:

– Pani doktor, ja sobie tak poczytałam w necie w ciągu tego tygodnia, że ludzie leczą się na te bakterie latami latami. Naprawdę?

– Nie wiem u kogo się leczą ani na co, u mnie najdłużej pacjent leczył się pół roku. Najczęściej dwa miesiące.

I tyle.

Gabinet opuściłam z diagnozą „atypowe zapalenie płuc Mycoplasma pneumoniae i Chlamydia pneumoniae”.

 

ZAPALENIE PŁUC???

 

Dostałam antybiotyk na kolejne dwa tygodnie. I potem przerwa i drugi antybiotyk. Oprócz tego torbę leków – wit. D, B complex, Singular i takie różne inne. I nakaz kontroli za miesiąc.

Po tygodniu poczułam, że coś jakby zaczyna odpuszczać. Nagle to uczucie niemożności wytchnięcia powietrza zniknęło. Przestałam tak świtać! W ogóle przestałam świstać! Potem powróciło znowu i znowu zniknęło. Ale mogłam już oddychać.

I tu mnie oświeciło – Mi też świszcze, może on też to ma? A co, jak będzie mnie zarażał? I Adek – od dawna ma stwierdzony ‚stan przedastmatyczny’. Brał przez jakiś czas sterydy, teraz w Irl nie musi – rzadziej choruje na oskrzela, ale jak kazałam mu zrobić ten prosty test, to też świszcze!

Zadzwoniłam do pani doktor i się zapytałam, czy rodzinę też powinnam przebadać i czy mogą mnie zarażać, jak się wyleczę. – Oczywiście, że mogą zarażać.

I oświeciło mnie po raz drugi. A co, jak u Adka wcale nie astma tylko te cholerne bakterie? Ściągnęłam sobie literaturę naukową z biblioteki medycznej i czytam i oczy otwieram. Ostatnie badania wskazują, że Chlamydia pneumonia odrywa dużą rolę w wystąpieniu astmy. „U 90% dzieci z astmą stwierdzono poziom przeciwciał na chlamydia pneumoniae wskazujący na aktywną infekcję”.

Wyleciałam do Irlandii z mocnym postanowieniem zrobienia testów na te cholerstwa Mi i Adkowi. I ewentualnego leczenia.

A tu się zaczęły oczywiście kolejne schody.

CDN