A zatem poleciałam do Polski. I tam zaczęłam tajać. Niczym się nie przejmowałam, z nikim (no, prawie nikim) się nie umawiałam. Mogłam cały dzień leżeć w łóżku i analizować swoje sny. Mogłam pół dnia się bawić z moim bratankiem w pokazywanie oczka i uszka. Mogłam cały dzień czytać książki. Mogłam gadać z mamą i siostrami. Wrócił mi apetyt. Spałam na łóżku mojej mamy, nocą słuchałam jak cały dom gada oddechami moich najbliższych ludzi. Znajome odgłosy nocnych tramwajów uspokajały mnie. Nadal czułam coś w płucach, ale potworny strach trochę odpuścił. Momentami zapominałam o tym, że umieram. Uspokoiłam się.
Zaczęłam robić badania. Zaczęłam od laryngologa (skoro to nie płuca, to może krtań? oczyma wyobraźni widziałam ogromnego raka krtani). Obejrzał gardło, uszy, migdałki – wszystko w porządku. Ale wysłał mnie jeszcze na elektrostroboskopię krtani, coby się upewnić, bo krtani nie mógł zobaczyć. Kolejny lekarz za 185 zł zajrzał mi kamerą do krtani i nagrał, jak wymawiam różne głoski. Oprócz lekkiego rozszczelnienia krtani nic niepokojącego oczywiście nie zauważył.
Następny w kolejce był pulmonolog. I tu również byłam pewna, że przyjdę, pani mnie osłucha i odeśle do domu. Wyrecytowałam wszyskie swoje dziwne obajwy dodając na końcu: proszę mi powiedzieć czy coś naprawdę mi się dzieje, czy już świruję. I tu zdziwko. Pani doktor po dokładnym osłuchaniu mnie stwierdziła, że wyraźnie słyszy rzężenia i świsty :O Pierwszy raz lekarz potwierdził, że coś naprawdę się dzieje, że sobie tego nie wymyśliłam! Wypisała mi skierowanie na całą serie dodatkowych badań, łącznie z kolejnym RTG, a ja cała zestrachana oczywiście się pytam: pani doktor, a może to być rak? A pani doktor: Bez badań niczego nie można wykluczyć. Taka miła pani doktor;) Ale przepisała mi również antybiotyk na tydzień i stwierdziła, że ma dwie hipotezy: infekcja albo astma. CHoć może być też coś innego.
No nic, poczłapałam na te badania, jeszcze tego samego dnia zrobiłam RTG, wyniki do odebrania za godzinę, i poszłam na spacer żegnać się z życiem. Dokładnie pół godziny spacerowałam w jedną stronę zalewając się łzami i dokładnie pół godziny wracałam starając się uspokoić. Wchodziłam po odbiór zdjęcia na miękkich nogach, zapukałam do gabinetu i po twarzy doktora opisującego wynik próbowałam odgadnąć, czy jestem tą pacjentką, dla której już nie widzi szansy;) Lekarz miał bardzo neutralną minę, otworzyłam kopertę i przeczytałam …
CDN