Tytuł 316

 

Powiedzieliśmy Adziarzowi o ciąży zaraz, jak się tylko dowiedzieliśmy. Po pierwsze nie umiem trzymać tajemnicy, a już TAKIEJ tajemnicy to zapomnij, po drugie jeśli chcę korzystać z licznych przywilejów (przynieś mi kochanie herbatkę) to musiał wiedzieć, żeby się zgodzić. Kiedy mu oznajmiliśmy powiedział „Aha”. Po dwóch dniach przyszedł do mnie: Mama, a ty naprawdę jesteś w ciąży? – Tak. – Aha. Widać, że przemyśliwuje. Widać też, że się cieszy, uczestniczy w rozmowach pt. jak to będzie jak już będzie na świecie wrzeszczący mały bachor, wyraża zgodę (na razie) na opiekowanie się wrzeszczakiem od czasu do czasu, smakuje rolę dużego brata i tak dalej. Choć myślę, że u takiego nastolatka tego typu nowina dużo więcej wprowadza zamieszania niż u malucha. Nastolatek już wie, że oznacza to, że rodzice prowadzą życie seksualne, a to myśl nieprzyjemna dla każdego dziecka.

Ale jednym z argumentów na jeszcze jedno dziecko był właśnie Adziarz – rodzeństwo dzieli z tobą ciężar rodziców i ich wady i świry już tak bardzo nie przygniatają do ziemi, myślę, że jesteśmy dobrymi mamą i tatą, ale nie łudzę się, że jesteśmy idealni. Jak się przedyskutuje z braćmi i siostrami patologie mamy i taty to naprawdę ma się większy dystans do tego. Ja mam dużo rodzeństwa i wiem, że nie mam z nikim takiego kontaktu jak z nimi, rodzeństwo powie ci prawdę w oczy, choćbyś nie wiem jak szczelnie je zamykał, rodzeństwo jest z tobą szczere, rodzeństwo będzie z tobą wtedy, kiedy już rodziców zabraknie, rodzeństwo rozumie cię w 2 słowa, szczególnie, jak rzecz dotyczy najgłębszych pokładów twoich lęków i fobii z dzieciństwa, rodzeństwo wie, dlaczego jesteś taki, jaki jesteś. Z rodzeństwem nawet fajnie się pokłócić, bo można pokłócić się naprawdę, na szczerze, a i tak się wie, że to nie na zawsze. Rodzeństwo ci pomoże, jak już jesteś w dole, rodzeństwo się nie wykręci swoją rodziną, bo to ty jesteś jego rodziną. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć i gdyby nagle szlag nas trafił, Adziarz będzie dobrze zaopiekowany, bo jest ich rodziną.

A życie na emigracji jest naprawdę dla większości bardziej samotne niż w kraju , nie ma tych bliskich więzi tak na wyciągnięcie ręki, nie ma babci, cioci, wujka i ich dzieci, kuzynów, sióstr ciotecznych i wszystkich krewnych i znajomych królika, to niech będzie chociaż brat lub siostra. Tak naprawdę ja bym chciała jeszcze dwójkę, ale obawiam się, że cierpliwość mojego męża ma swoje granice;) Poza tym lubię moją pracę i nie wysiedziałabym następnych 5 lat w domu. Bo bym zwariowała. A jak chce się mieć dzieci, to chyba nie po to, żeby je oddawać na wychowanie.