Tytuł 321

No dobra – pada. Spoglądam co chwila tęsknym okiem za okno ale ten deszcz siąpi jak siąpł. Ale zamierzam dziś biegać, lekarka mi pozwoliła. (Od razu mówię, że co do biegania nie będę słuchać żadnych rad nie popartych autorytetem medycznym o co najmniej II stopniu specjalizacji. No, ewentualnie wezmę pod uwagę piśmiennictwo naukowe z takich czasopism jak Lancet nie starsze jednak niż rok 2000). Pozwoliła mi również łykać Zyrtec jak potrzeba, a potrzeba bardzo – jak odstawiłam na tydzień, po 10 latach brania tabletki codziennie, całe, dosłownie CAŁE ciało zaczęło mnie swędzieć. I nie przestawało. Budziłam się w nocy na koszmarne drapanie. Odstawiłam mleko, pomidory, ostre przyprawy, czekoladę, truskawki, sery białe a to cholerstwo nie przestawało. Z drżeniem serca i wyrzutami sumienia łykałam pół tabletki Amertilu co 3-4 dni jak już ZUPEŁNIE nie mogłam wytrzymać i głowiłam się CO JESZCZE mogę odstawić żeby się lepiej poczuć. 

Oprócz tego zasypiam. Koło godziny 21 jakby mi ktoś wyłącznik wyłączał, chwilę jeszcze walczę, zamykam najpierw jedno oko, drugim wciąż ślędząc przygody Poirot na ekranie, potem jakoś tak nieznacznie drugie mi się też zamyka, będę sobie słuchać przez chwilę, myślę sobie, będę śledzić akcję ze słuchu, przez jakieś 5 minut mi się jeszcze to udaje i nagle bach! odlatuję. Przebudzam się na koniec odcinka, chłopaki już się śmieją: „kto zabił? kto zabił?”, dowiaduję się i przenoszę się do swojego łóżka, po drodze myjąc zęby.

Poza tym mam przygotowaną kromeczkę na rano/wieczór. Kromeczka z masełkiem, może być chlebek chrupki, może być bułeczka dyniowa, ale kromeczka musi być. Kromeczka jest WAŻNA. Z masełkiem. (Tego, co wymyślił margarynę powinno się SPALIĆ NA STOSIE.) Wcinam w sumie wszystko, ale zupa ogórkowa, placki ziemniaczane i pierogi ruskie mają specjalne miejsce w moim serduszku. Tylko dlaczego te sklepowe to bardziej pierogi ziemniaczane, ja się pytam? Planuję uruchomić wytwórnię ruskich, ale trudno mi się rozstać z wizerunkiem leniwej pani domu i wyrodnej matki. 

Oprócz tego wszystko dobrze. Jestem spokojna. Nie panikuję. Cieszę się, to oczywiste, więc nawet się nad tym nie rozwodzę. W ogóle się nie rozwodzę.

Czy to są objawy jakiejś choroby?

Rozwiązanie zagadki wstępnie przewidziane dwa tygodnie po zakończeniu roku akademickiego. 

(Chyba, żeby to bieganie zaszkodziło;)