Wróciliśmy. Dobrze jest spać w swoim łóżku. Taki dom świeżoodmalowany bardzo jasny jest, przyjemnie się w tym świetle dryfuje w pościeli. Tylko kawa nie smakuje jak wcześniej.
Za to placki ziemniaczane z kapustą kiszoną to kompletny obłęd, zupa ogórkowa – najlepsze co w życiu jadłam. Jakoś tak na kwaśno od wczoraj, kwaśno, kwaśno, cudowie kwaśno.
Nie chce mi się pracować, oj jak bardzo. Dokumenty co to MUSZĄ BYĆ WYSŁANE DO PONIEDZIAŁKU nadal czekają na wenę. Dostałam jeszcze jeden wykład, znowu mi na życie starczy, a się nie przepracuję, czyli jak zwykle.
Zbieram siły na pchnięcie dwóch rzeczy do przodu. W sumie to trzech. W ogóle zbieram siły. Mierzę je na zamiary. Mobilizuję ciało i umysł. Z ciałem jakby łatwiej, umysł oporny. Do niedawna najchętniej bym tylko spała, teraz najchętniej bym tylko czytała.
Rozleniwiłam się, rozlałam po zakolach i meandrach. Wodospad przeczuwam, ale dopóki łagodnie i płasko odpoczywam, pławię się w nieróbstwie. Poza tym mam wymówkę – gardło mnie boli. Prezent z wesela brata.
Przestałam się denerwować. Chyba jestem trochę lekkomyślna, ale bardzo mi się to podoba. Myśleć lekko. Lekko myśleć. Bo na co mi ciężkie myślenie, co przytłacza ciężarem na piersi i spać nie daje, co przygina do ziemi, przygarbia i koślawi.
Najważniejsza jest twoja głowa, myślę sobie, najważniejsze jest lekkie myślenie i zaufanie do świata, bo wtedy zawsze sobie poradzisz, myślę sobie, wybrniesz z każdej sytuacji, co masz, co będziesz miała ulotne jest jak chmurka, a z własnymi myślami zostaniesz prawie na zawsze, w każdym razie do końca twojego zawsze.
Spokój.
To sobie jeszcze obejrzę serial, dobrze?