No dobra tam, koniec tych intymności i coś wiem, ale Wam nie powiem i taka jestem głęboka, że aż się boję zaglądać w siebie i tak dalej i tym podobne. Kryguję się co najmniej jak panna z mokrą głową, co jest – nota bene – akurat prawdą. Ale ale co z codziennością?
Z codziennością dobrze. W sumie winna jestem parę wyjaśnień, bo zachowuję się jak koleżanka, co najpierw wypłakuje się w rękaw, potem się nie odzywa, a za trzy miesiące dowiadujemy się z fejsbuka, że właśnie wzięła ślub, jest w ciąży, kupiła dom i wyjeżdża na Malediwy. I jest taaaaka szczęśliwa! o czym musi powiadomić cały świat, a my czujemy się jak głupek, bo dalej jesteśmy na etapie, że on się rano wymknął, a teraz jest 15, a on wciąż nie wysłał ani jednego smska.
A zatem proszę bardzo: Adek ma się dobrze, a nawet coraz lepiej. W nowej szkole ma nowych kolegów i to chyba takich fajnych. Po naszych setkach namolnych namawiań ‚umówcie się na piłkę, albo do kina, albo na basen, co?”, po skrycie snutych tajnych planach (powiemy, że dostałam z pracy wejściówki na ściankę wspinaczkową, na 5 dzieciaków – Aaaaadek, dostałam bilety w pracy na ściankę, weź zagadaj do paru kolegów, co?), po wymyślanych specjalnych okazjach (urodziny??) i dziesiątkach godzin zwykłego marudzenia Adek, weź no zagadaj do kolegów, co? Może oni też siedzą w domu i tylko grają i się nudzą, Adek tak jakoś powoli zaczął wychodzić.
Najpierw były to mecze – Polska-Irlandia, Irlandia-Czarnogóra, potem nagle zaczął mieć mnóstwo zajęć poza szkolnych – kickboxing, Digital Hub, gdzie na warsztaty informatyczne zaciągnął go kolega, koszykówka, gdzie chodzili inni koledzy i Young Scientist z najlepszym nauczycielem w Irlandii. Szkoła się skończyła 1go czerwca, co oczywiście wkurzyło mnie strasznie (JAK NASTOLATKI MOGĄ MIEĆ TYLE WOLNEGO?? BEDA SIEDZIEC W DOMU I SIE UPIJAC I GRAC W GRY KOMPUTEROWE I WYMYSLAC GLUPOTY), ale okazało się, że Adek ma codziennie jakieś zajęcia – jak nie to kółko, to inne, wycieczki z summer camp, wyjścia do kina i tak dalej. I jakoś tak powoli powoli zaczał się umawiać, na początku jeszcze nieśmiało, tylko na mecz, ale jak się dowiedział, że jego szkolny prześladowca chciał też iść z chłopakami na piłkę, a chłopaki mu ściemniły, że wcale na żaden mecz nie idą, i prześladowca nie poszedł, A DO ADKA ZADZWONILI, jak się o tym dowiedział, to już poczuł sie dobrze. Zwłaszcza, że mi wcześniej mówił, że oni chyba tego gnoja lubią, bo on jest zabawny (HAHAHA, jak kawały o kupie). No. Także grejt sakses, jak mówi Adek.
A ja? Ja też walczę. Ale o tym w następnym odcinku.