Dziś odkryłam trzy delikatne pędy groszku – może się też reszta przebije. Na razie przed drzwiami stoją puste donice jak żywy dowód moich nieudaczności ogrodniczych. Za to mamy z ojcem wspólny temat – co urosło i dlaczego tak mało. Adek się dziwi, że grzebię w ziemi, a na działkę z dziadkiem to nie lubiłam jeździć. Trudno mu wytłumaczyć, że to jest coś ZUPEŁNIE innego, kiedy sam sobie rzepkę siejesz i kiedy ktoś inny zabiera cię siłą na działkę, na już posianą rzepkę, gdzie pokrzykuje na ciebie i zmusza cię do wyrywania chwastów i przebywania ze sobą parę godzin. Chyba chodzi o to zmuszanie: to całkiem jak z bieganiem – na wuefie to całkiem wymyślna tortura (10 okrążeń wokół górki, brrr, do dziś pamiętam krycie się w krzakach i potajemne papierosy, żeby czym prędzej zniwelować efekty biegania), bieganie dobrowolne jest jedną z najbardziej cudownych czynności jakie dane mi było odkryć.
Ale zimno jak w marcu, w nocy było podobno minus 2 stopnie i obudziłam się ze zmarzniętym nosem. Obudził mnie znajomy ścisk w żołądku i uczucie, że czas mija, a ja stoję w miejscu. O co chodzi temu uczuciu?? ja się pytam. W jakim miejscu?? No tak, chora nie jestem, to czas się podręczyć. Uspokoiło mnie dopiero Życie w lasach Walden, kupiłam sobie cudowną lampkę i mogę czytać pod kołdrą, na kołdrze, pod łóżkiem, na szafie nawet, jakbym miałą taką fantazję, nie budząc Mi. Thoreau to jedna z tych książek, które zawsze chciałam przeczytać, ale które dzieją się zbyt powolnie jak na moje dzienne czytanie, został więc czytaniem nocnym.
W pracy spokój, nie muszę tam jeździć i nie widuję się z nikim, sprawdzam sobie w domu, a raczej nie sprawdzam, bo dotychczas się – szczerze mówiąc – kompletnie obijałam. Czas zakasać rękawy, powiedziała królewna do wariata w kaftanie bezpieczeństwa.
Historia z kłamstwem, awanturą i kryminałem zaczęła się bardzo zwyczajnie. Mam co roku studentów, którym jestem promotorem, co oznacza, że spotykam się z nimi i usiłuję wybić z głowy głupie pomysły, a potem czytam, co napisali i usiłuję wyłowić sens. Czasem tego sensu jest dużo, a czasem mniej, jak to w życiu. No i w tym roku miałam ci jak sobie 4 studentki, wszystkie z Afryki. Każda miała jakiś tam pomysł mniej lub bardziej sensowny na zrobienie badań i ich opisanie, a jedna z nich miała taki pomysł, że będzie pisać na temat palenia i picia w czasie ciąży. Dobrze, powiedziałam studentce, palenie i picie, ale gdzie jest problem? No ile palą i piją. Dobrze, powiedziałam, ale gdzie jest problem? Jak się zapytasz dziesięciu kobiet ile palą i piją, to co możesz na podstawie tego wnioskować? Jedna pali mało, druga dużo, trzecia jest abstynentką, a czwarta piła, bo nie wiedziała, że jest w ciąży. Gdzie tu jest teoria, gdzie tu problem, gdzie tu coś, co jest ciekawe? I tak sobie rozmawiałyśmy i rozmawiałyśmy, minęło czasu mało wiele i studentka wysłała mi część teoretyczną (Wina i samousprawiedliwianie a palenie i picie w czasie ciąży) i wszystko było mniej lub bardziej dobrze. Myślałam sobie – studentka zrobi wywiady, kobiety jej opowiedzą jak to pozwalają sobie na jedną-dwie lampki wina tygodniowo, może pół butelki na początku ciąży, parę papierosków tu i ówdzie, bo tak trudno rzucić, ale dziecko nie powinno przecież wdychać dymu, no kurcze, ale też nie powinnam się denerwować, stres też jest szkodliwy przecież – takie tam historie, wiecie o co chodzi. Aż tu w końcu, na dwa tygodnie przed ostatecznym terminem złożenia pracy, Wiktoria (tak jej na imię) przesyła mi metodologię, wyniki i dyskusję, wszytko za jednym zamachem, czytam i czytam i oczy mi wychodzą na wierzch. Wiktoria bowiem zrobiła wywiady z dziesięcioma silnie uzależnionymi kobietami w ciąży, które uczęszczają na szpitalną terapię z powodu swojego uzależnienia. Jedna pani opowiada, że stara się ograniczyć picie do dziesięciu drinków DZIENNIE, to znaczy rano wstaje, odprowadza swoich pięcioro dzieci do szkoły, wraca do domu, wali 5 drinków, idzie spać, wstaje, idzie po dzieci, robi obiad, kładzie dzieci i wali dalsze 5 drinków. Albo i dziesięć, jak ma słabszy dzień. Druga pani na pytanie o stresy w czasie ciąży opowiada, że najciężej to było jak ją partner napierdalał i musiała uciekać z domu i nie miała gdzie mieszkać. Trzecia zwierza się, że trudno jej nie pić, jak koleżanki codziennie wpadają z flaszka i mówią, że jest jakaś drętwa, jak nie pije. No czujecie takie historie.
Cdn.