Tytuł 362

Człowiek jest taki kruchy.

Cały poprzedni tydzień utarł mi trochę nosa i sprawił, że parę rzeczy sobie przypomniałam.

Po pierwsze, trzeba o siebie dbać, trzeba słuchać swojego ciała, umysłu, emocji i podświadomości. Trzeba pozwalać sobie na nicnierobienie, leżenie do góry brzuchem i marnowanie czasu. Nic nie robić jest przeważnie bardzo trudno, choć panuje powszechne przekonanie, że jest wprost przeciwnie. Otóż nie, nie, nie! Prawdziwe nicnierobienie to nie staranie się, nie wyrzucanie sobie niczego, nie uciekanie od obowiązków, nie rzucanie się w wir zabawy, ale też nie nudzenie się i nie oglądanie telewizji. Prawdziwe nic nie robienie to nie uwiąd woli, ale świadomy wybór i podświadome przekonanie, że nie ma nic ważniejszego, niż po prostu bycie. Nic nie robienie to nie bieganie w kółko, coraz szybciej i szybciej, z przekonaniem, że zaraz tam za zakrętem czeka na nas niewiadomoco. Nic nie robienie to nie udręczanie się, że się nic nie robi, a mogłoby się. Nic nie robienie to nie wypieranie obowiązków i wybieranie przyjemności. Nic nie robienie to powstrzymanie się od oceny siebie i innych, od szufladkowania i etykietkowania, od oceniania i wybierania, od usilnego dążenia do czegoś. Nicnierobienie to zatrzymanie się i zdziwienie, że mogło się tak długo kręcić w kółko.

Po drugie, to, co nam się wydaje łatwe, dla innych może być trudne. I nie dlatego, że są głupi, cieńcy, słabi, leniwi, mniej ambitni, zepsuci, grzeszni, czy po prostu gorsi. Ale dlatego, że dostali inny bagaż w spadku, inaczej zostali zakodowani, mają inne traumy i inne doświadczenia. Dobre rady można sobie wsadzić w tyłek zatem, radzenie osobie w głębokiej psychozie, żeby się wyluzowała jest jak karmienie głodnego niemowlęcia bigosem. I golonką. Dlatego sobie myślę – pokora i szacunek. Nie wiemy, z czym inni się zmagają i jak to głęboko siedzi, z czego to wynika i jak bardzo jest bolesne. Mówienie nieszczęśliwej żonie, że rozwód jest taki prosty to jak mówienie czterolatkowi, że czytanie to nic trudnego.

Po trzecie, to, co robimy i jak to robimy jest zawsze głęboko zakorzenione, nie zmienimy rzeczywistości zmieniając zachowanie. Zachowanie nieracjonalne z pozoru ma najczęciej bardzo racjonalne głębsze wytłumaczenie. I to głębsze wytłumaczenie jest prawdą subiektywną, która może nie pokrywać się z prawdą obiektywną, ale i tak jest prawdziwa. Dla nas. Zaprzeczanie jej nie zmieni tego, że istnieje i wpływa na to co robimy i kim się czujemy. Jeśli ja się czuję nikim, jak nie jestem kimś, to nie wystarczy mi powiedzieć, że to nie jest prawda. 

Po czwarte, zrozumienie intelektualne nie wystarcza. Zrozumienie jest czymś głębszym, jest odmianą nas, jest pożegnaniem się z dysfunkjonalnym zachowaniem, jak rozpuszczeniem się powtarzalnego schematu. Jest wyzwoleniem. Jest uwolnieniem. Ale nie musi być nagłe, może być powolnym rośnięciem, dojrzewaniem, ale może być też błyskawicą strzelającą wtedy, kiedy już nie możemy dłużej tak żyć.

Po piąte, nie jest ważne kim się jest. Tak, wiem, to oczywiste, ale czy naprawdę tak myślicie? Czy się nie oszukujecie? Czy pozwalacie dziecku przynosić takie oceny jakie chce, czy wymagacie od niego osiągnięć? Czy pozwalacie sobie być takimi jakimi chcecie, czy wymagacie od siebie bycia kimś? Czy naprawdę jak się dowiadujecie, że ktoś jest lekarzem, to traktujecie go dokładnie tak samo, jakby był sklepikarzem? Sprzątaczem? Hydraulikiem?

Ja wiem, że ja nie. Choć oczywiście uważam, że wszyscy są równi i wszyscy są wartościowi, to wiem, wiem, że moje nastawienie się zmienia. I wiem też, że ma tak większość ludzi, jak potwierdzają niezliczone badania: atrakcyjni ludzie są oceniani jako bardziej otwarci, przyjaźni i inteligentni, te same twarze z podpisem ‚lekarz’ i ‚robotnik’ są różnie oceniane (lekarz jako mądrzejszy itd), częściej i uważneij słuchamy kiedy mówi ktoś zadbany i dobrze ubrany, niż ktoś w ubraniu zdradzającym niskie pochodznie społeczne i tak dalej.

Czyli ważna jest dla nas hierarchia nie tylko dlatego, że porządkuje świat i sprawia, że instytucje działają sprawniej (ktoś musi czasem wydawać rozkazy lub decydować o leczeniu), lecz dlatego, że wierzymy, że jest ważna. Że niektórzy są lepsi. A niektórzy gorsi. I tak powinno być, bo przecież nie wszyscy są tacy sami. Ale za to my, my jak się postaramy, to będziemy lepsi. Będziemy biali, wykształceni, dobrze zarabiający, utytułowani, darzeni szacunkiem niedlatego, że jesteśmy wewnętrznie dobrzy, tylko dlatego, że jesteśmy lepsi.

I tak to sobie myślę. 

Czuję się delikatna. Szkoda mi ludzi. Szkoda mi siebie.

Ale czuję, czuję te zielone pędy przebijające się mimo wszystko, czuję, że zmiana jest możliwa, a życie warte przeżycia.

Life is precious.