Byli goście i jakoś tak – wiecie – dobrze.
Goście przywieźli wiosnę.
Świeżością powiało.
Mam nadzieję, że oni też wrócili do siebie odświeżeni.
I w sumie to nastrój mam żółciótki. Żonkilowy. Kurczakowy. Wiosenny.
Mam przerwę! Cały calutki tydzień wolny! (za wyjątkiem poprawiania prac i szkoleń, oczywiście).
Ech, już sobie planuję ile fajnych rzeczy zrobię. Spacery, oddychania szeroką piersią (a propos – byłam u lekarza, idę na zdjęcie, coby mieć pewność, że wszystko ok), nieśpieszne kontemplowanie chmur, listków i promieni słońca na dywanie. Sadzenie kwiatków. Oglądanie pędów róży.
Albo będę robić nic. Tyle godzin, ile tylko się da. O.