Ogarnęłam się.
Wizyta u lekarza zamówiona.
Zupa ogórkowa zrobiona.
W przyszłym tygodniu mam wolne!
Przyjeżdżają fajni goście. Idzie wiosna.
Obejrzałam wczoraj film. Z cyklu historie rozczulające, ale takie dobre. (Precious, polecam). Popłakałam sobie. Człowiek potrzebuje sensu, potrzebuje historii rozczulających. Czytam „Power of Negative Thinking”. Płaczę sobie. Czemu się to wszystko wie, a i tak się wpada w tę wytartą koleinę?
Psychoza minęła. Zagłębiam się w siebie. Muszę pamiętać, żeby odpoczywać, odpuszczać, nie winić się, nie stawiać się pod ścianą. Muszę dbać o siebie. Psychoza się włącza, kiedy zagonię się prawie do wykończenia, jakieś pomarańczowe ostrzegawcze światełko u mnie nie działa i dopiero głośne puff bezpiecznika sprawia, że zwalniam, ale dopiero wtedy, kiedy biec nie mogę.
Jak wy dbacie o siebie? Pamiętacie, żeby zwolnić? Co wam o tym przypomina?