Tytuł 371

Gmail mi przypomniał dziś o takim małym wyzwaniu pracowym i się zestresowałam od samego rana. Wyzwanie jest zupełnie dobrowolne i w dodatku z poza mojej aktualnej pracy, jest absolutnym minimum, które powinnam zrobić, jeśli chcę się rozwijać nie tylko wykładając przedmioty na których się znam jak kura na pieprzu.

Paradoksalnie – jest mi psychicznie łatwiej uczyć czegoś, na czym się nie znam, bo zawsze mam wytłumaczenie, że nie jest to moja dziedzina, kiedy natomiast tylko się zabieram za coś z mojej bajki rośnie mi w gardle kula a żołądek wywraca się na drugą stronę. Trudno mi jest powiedzieć wyraźnie ‚tak, znam się na tym, tak, to jest to, co umiem, tak, moje badania są dobre a będą jeszcze lepsze’, trudno mi poczuć się znawcą i ekspertem i przekonać do tego innych. Poprawiam setki prac w mojej szkole, wielu studentów mówi, że moje uwagi są i słuszne i pomocne,  kiedy dyskutujemy prace Mi wyłapuję z łatwością mielizny i uproszczenia i mam dziesiątki pomysłów, jak rozwinąć argumentację, jak ująć to, co wymyka się precyzyjnemu określenia. Kiedy czytam swoje prace w głowie mam miazgę, pustkę, wielką napęczniałą pierwotną magmę, opór myślenia jest prawie że namacalny, niechęć do zagłębiania się w niuanse argumentacji aż dech odbiera, w głowie kołacze się jestem głupia, to bez sensu, idiotyczne, nie ma w tym nic ciekawego, wszystko pomieszane, nie umiem, nie potrafię, co za głupoty wypisuję.

Mi pocieszając podsuwa mi artykuły o Irlandzkiej kulturze dewaluowania samego siebie i równoczesnego umniejszania innych, po-katolickiej i po-kolonialnej spuściźnie, tak, mamy coś z Irlandczykami wspólnego, tą gębę uniżonego i poniżonego narodu, tę skromność fałszywą wkopującą w błoto również innych, ja jestem mały, ale i ty marnego wzrostu, nie zasługuję Panie na taką godność, ale inni jeszcze bardziej nie zasługują, dlatego Panie będę pełnić tą posługę, choć prochem marnym jestem i niegodnym stóp całować. Jestem nikim, ale i inni są nie wiele warci, nic nie osiągnąłem, ale sukcesy innych to łut szczęścia i niesprawiedliwość losu, ot trafiło się ślepej kurze ziarno, ale nie ma się z czego cieszyć, wszak pierwsi będą ostatnimi.