Wiecie co? Wiosna idzie.
Dziś to poczułam. Jestem lepsza niż jesienna para staruszków. (Nie ma na to rady).
Wiosna idzie, wiosna, wiosna!
Ziemia zaczyna pachnieć mi. Może zasadzę te cebulki tulipanów, które kupiłam jesienią i które na razie mieszkają w lodówce.
Trzeba będzie różę przyciąć.
Kupiłam wielkie zielone swetrzysko na wiosenne chłody. Kupiłam wełniane skarpety na wiosenne przeciągi. Kupiłam bluzkę żółtą jak żonkile na wiosenne wykłady. (Bluzka ma metkę 100% recycled polyester. Post-consumer waste. Czyli jest zrobiona ze zużytych plastkikowych worków;) Wolałabym jedwab, ale się nie zagląda bluzce za 7 euro w zęby).
Wiosna idzie! Wiosna!
Jutro pierwszy raz biegnę 30 minut.
Mi zaliczył pierwszy semestr magisterki. Dostał cztery A z czterech esejów.
Cztery piątki. W czwartek.
Pierwszy raz pisał eseje po angielsku. Jestem z niego dumna.
Wiosna idzie, rozsadza mnie energia.
Ale fajnie, że wiosna idzie!
Czujecie?