Jak dzieci były małe przychodził wujek Krzysio i krzyczał Jak można tak mieszkać, jak u Cyganów! Brud, smród i ubóstwo! Posprzątalibyście jeden z drugim! Dzieci czuły, że wujek Krzysio ma rację, ale zupełnie nie wiedziały co robić, młodsze plątały się pod nogami osłaniając własnym ciałkiem zabawkę, tę, którą się akurat bawiły, starsze próbowały sprzątać ze stołu, podsuwały wujkowi czyste krzesło, albo się po prostu obrażały, bo cóż innego mogły zrobić. Wujek Krzysio zwykle powrzeszczał chwilę na dzieci i przechodził do kuchni, gdzie – niepomny własnych przedchwilejszych uwag o brudzie i syfie – sięgał chochlą w głąb gotującej się zupy i siorbał ją wprost z chochli z zadowolonym mlaskaniem. Posilony udawał się na inspekcję kuchni, wybierał zaciek na lodówce czy blacie, pluł na palucha i energicznie ścierał plamkę obficie skrapiając ją własną śliną. Cała ta procedura musiała być pilnie obserwowana przez dzieci. Kiedy już uporał się w ten sposób z trzema bądź czterema – zależnie od humoru – zabrudzeniami zadowolony z siebie pouczał: no i widzicie, jak od razu lepiej? Jak czysto? Sprzątać was trzeba nauczyć, sprzątać!! I proszę, jaki dobry nauczyciel, jak dzieci nauczył, proszę, jak się chce to można, dzieci trzeba uczyć, a nie na wszystko im pozwalać, jak Krysia.