Tytuł 385

Polska jest zawsze jak otwarta żyła, jak kroplówka przez którą sączy się wszystko równocześnie – miłość i zazdrość, ciepło i stare strachy, cudowność i jakieś nieprzyjemne uczucie niesmaku nie wiadomo skąd, uczucie tak znajome jak moja twarz. Żeby pisać trzeba mieć jakiś stosunek do mijających zdarzeń, trzeba mieć jakąś perspektywę, nazywać rzeczy po imieniu, a ja w środku tego wiru nie wiem czym one są, te zdarzenia, nie wiem co ze sobą niosą, co jest dobre a co złe i jakie są ich imiona. Jawią mi się one wszystkie jak w jakimś pierwotnym jeszcze niezróżnicowaniu, jak pierwotna magma, praocean życia, w którym jednokomórkowce rozmnażają się szaleńczo i pożerają się nawzajem równocześnie. 

A więc jest drugi stycznia 2013, przeżyliśmy koniec świata i jeden dzień dłużej.

Jestem w Polsce.