Tytuł 387

Już tylko 3 tygodnie zajęć do świąt. Jest to nasza, wykładowców, nieustająca mantra: only x weeks to Christmas! witamy się codziennie w windzie, na korytarzu, w kantynie. Jakby się tak nad tym zastanowić, to wcale to nie jest fajne, tak odliczać – było, nie było – własne życie, które i tak mija bez tego poganiania. Postanowiłam zatem świadomie starać się być teraz, choc jest to trudne jak wie kazdy, kto probowal nie myslec o przyszlosci i przeszlosci chocby przez godzine.

Thinking, fast and slow dalej jest moim numerem jeden, jeśli chodzi o książki z akademickim zacięciem, ale pisane tak, aby dało się zrozumieć. Dlaczego wszyscy nie mogą tak pisać??

Jezyk akademicki jest przeokropny. Ucze ostatnio studentow jak pisac eseje i jestem coraz mniej przekonana to tego symulowania naukowosci za pomoca stylu. Ta cala strona bierna, forma bezosobowa, tryb przypuszczajacy, styl formalny, obiektywnosc, unikanie zywych czasownikow, takich jak isc, zrobic, czytac, myslec, zobaczyc, a zamiast nich wykorzystywanie czasownikow odrzeczownikowych, takich jak urbanize, industrialize, merchandize. Przeladowanie tekstow takimi zbitkami wyrazowymi, ze czytelnik musi trzy razy przeczytac jedno zdanie, zeby zrozumiec jego sens. Rozumiem, ze tekst naukowy musi byc precyzyjny, nie rozumiem, czemu precyzja wyklucza jasnosc wypowiedzi.

Jesli celem artykulu naukowego jest rozwoj wiedzy, zrozumienie, jak funkcjonuje swiat, uzywanie takiego slownictwa jak „Consequences of erudite vernacular utilized irrespective of necessity” daje zupelnie przeciwny efekt. Zamiast rozumiec wiecej, rozumiemy mniej, idee staja sie mniej precyzyjne, kontury naszego myslenia zamazane i caly swiat pograza sie w mroku zabobonow i mnieman.