Tytuł 422

Dzisiaj dobrze. Dobrze, bardzo dobrze, miła rozmowa, zostałam pochwalona, przez chwilę się czułam jak studentka, dziękuję, proszę, przepraszam, ale czy to ma sens, i tak dalej, ale powiedziano mi, że to, co chcę zrobić to ciekawe i nowatorskie i jasne, precyzyjne, przemyślane i że jak tego nie pociągnę, nie zrobię chociaż dwóch artykułów z tego, to będzie będę głupolem roku, i potem muszę walnąć trzeci porównawczy, i potem czwarty rozwijający i tak dalej i mogę tak ciągnąć i tak się buduje reputację właśnie i tak się dostaje potem etat i się nie martwi, czy będzie się miało na czynsz w przyszłym roku, czy się dziecko pośle na kolonie, czy się będzie mogło przyjechać na święta do Polski.

Pochwały łykałam jak pelikan.

Niesamowite jest to, jak bardzo się zawsze kręcimy wokół siebie, jak bardzo niepewni jesteśmy w środku, mimo, że na pozór pewni, jak bardzo skupieni na sobie, na swoich małych porażeczkach i sukcesikach, na swoim malutkim żyćku, które jest dla nas całym światem przecież, bo nam w naszym żyćku jeden kawałeczek nie dający się ułożyć psuje nagle całą układankę, przez małą dziurkę w kształcie puzzla wlewa się nagle cały świat, pełen niepokoju i śmierci i strachu i bezdomnych ludzi na śmietniku, i ludzi w schronisku opowiadających, że tak panie, pracę miałem, tak miałem, tu w domu kultury pracowałem 10 lat, no ale co robić, zwolnienia byli, zamknęli wszytko i od tej pory tak się tuła człowiek, jak pani widzi, jak właśnie widzę, przez tę dziurkę do innego świata.

Biedny jest człowiek, tak zawsze skupiony na sobie, bo zawsze może być przecież gorzej, i wtedy co ja zrobię, co ja wtedy pocznę wtedy, nauczycieli zwalniają, pedagogów zwalniają, już nie tylko robotników w fabrykach zamieniają na małe indyjskie dzieci pracujące po 14 godzin dziennie z zapaleniem spojówek od wpatrywania się w zakurzonym półmroku w spodnie hip hopowe z krokiem w kolanach marki Cliniqe, zamieniają już wszyskich ludzi wokoło, telefonistki poszły pierwsze do odstrzału, zaraz potem księgowi, informatycy, tłumacze, wykładowcy będą wkrótce uczyć 20 000 studentów równocześnie przez internet, jeden profesor wystarczy za cały wydział, a cała reszta będzie niepotrzebna.

Wszystko to widzę wyraźnie w moich brakujących puzzlach, wyraźnie i nieubłaganie, więc szybko szybko nie ma czasu, jeszcze trochę, jeszcze trochę, muszę zdobyć brakujące elementy, muszę je wyszarpać  życiu, by móc ułożyć wreszcie obrazek domku z ogródkiem, płotkiem i kominkiem, pieskiem na podwórku i kotkiem na kolanach, widokiem na góry lub jezioro za oknem w plastikowych, ale malowanych na drewniano ramach, moim magicznym domu o ścianach koloru bambusowy gaj, z bryką w garażu, piekarnikiem w salonie, agą w kuchni i różami na ścieżce, i wszystko musi być na swoim miejscu, a ja będę się tylko zajmowała czytaniem Interior Desing i My Garden, w wolnych chwilach, których nie będę miała, ale co z tego, jak wtedy, jak dopiero wtedy może nareszcie nie będę musiała widzieć tej drugiej strony, o co to to nie, nie będę zaglądać na lewą stronę sielanki, bo po co, po co wiedzieć, po co się straszyć, po co o tym rozmyślać, to do niczego dobrego nie prowadzi, do nerwów tylko i depresji to prowadzi, lepiej nie wiedzieć, lepiej oglądać telewizję i american movies i wierzyć, wierzyć całą sobą, że jeszcze tylko te dwa artykuły, jeszcze tylko książka, jeszcze tylko duży projekt, teoria, grant a tamten okropny świat na zawsze zostanie po drugiej stronie układanki i będzie istniał tylko po to, żebym mogła o nim pisać.

Amen.