Dobra passa trwa, dostałam odpowiedzi odmowne z dwóch prac.

Żeby zmienić pracę, muszę pisać i publikować.
Pisanie jest ciężkie. Katuję się od rana do wieczora i kończę na szalenie ciekawej dyskusji na fejsie/mailu/blogu.
Kiedyś, dawno dawno temu, w zamierzchłej prehistorii przed magisterką jeszcze myślałam, że z czasem się lżej pisze. Nieprawda. Dalej jest tak samo ciężko.
Zaiste, niepoznane są ścieżki myślenia.
Ale ćwiczę i to mnie ratuje przed totalnym szaleństwem.
Robię już 300 przysiadów na luzaku.
Za tydzień jedziemy do Pl.
Adziarz po raz pierwszy w życiu będzie korzystał z turystyki zorganizowanej – jedzie na kolonie. Myślałam, że jestem mamą luzarą, ale to nieprawda. Stracham się jak wariatka.