Tytuł 430

Bardzo ładną mamy jesień tego lata, czyli norma, no już przestałabym wydziwiać i tak na pogodę narzekać, mieszkam tutaj tyle, to już powinnam się przyzwyczaić nie? A tu nie, wstaję rano i szary wiruje pył, tylko on i tak dalej i w kółko brzmi smętna melodia, piłuje głowę od rana w postaci deszczu za oknem. 

Boże drogi, no czemu akurat szary pył, mam takie udane życie, myślę sobie, miłość rozkwita, mąż kwiaty przynosi bez powodu (no, trochę mnie to kosztowało wysiłków wychowawczych, niechcącego wspominania w głośniej rozmowie na skype z rodziną, że ja tak lubię kwiaty, rzucania niewinnych uwag o kwiatach lata całe, że mama kocha róże, że róże, że mama, że kocha, zachwycania się każdą sceną filmową, kiedy on dajej jej bukiet kwiatów, no, trochę wysiłku, ale opłacało się, mogę wam powiedzieć, OPŁACAŁO!), dziecko mądre, w miarę grzeczne, i – co najważniejsze – nastoletnie, a jeszcze z nami rozmawia, dom wygodny, pościeli 4 komplety, kubek do kawy w róże, pralka, zmywarka i mikser, żółte rajstopy, kozaki i 5 marynarek, ciepła woda, 3 komputery i 10 minut do pracy rowerem, ciekawa praca i duuużo wolnego czasu. Więc ten szary pył to jakoś nie pasuje, nie? 

No nie. I właśnie w dodatku zaczęłam W KOŃCU PISAĆ PO ANGIELSKU. Więc na ten pył się nie zgadzam, a w ogóle to emocje kłamią i oszukują i mówię im stanowcze nie! Dość już tej władzy, nastroje, nas jest tylko pojednyczo!

Ale to chyba tylko ten czas się zbliża. Przed tym czasem wybór nastrojów składa się z: a. absolutnego wkurwu, b.wielkiej smuty. Aaa tam, niech sobie będzie ta smuta. Życie nie składa się z samych odcinków Sexu w wielkim mieście, prawda?