Z nastojami jak z cyklem koniunkturalnym. Nie wiem skąd mam te pokłady niewiary w siebie, ba! wręcz nienawiści, ciągłego krytykowania, bardzo surowej oceny. Tak mam od zawsze, ale z roku na rok coraz ciężej mi sie z tym żyje. Bo juz nie mogę wierzyc, że jak dorosnę to sie to zmieni. Jestem dorosła i co?
W niedziele bylo pięknie, gralismy w parku w pilke, slonce swiecilo, bylo cieplo, strzeliłam 9 goli. Potem mecz ze znajomymi w pubie (ale byli smutni po drugiej bramce dla Chorwatów! cały pub zamarł, potem przyklapł i już się nie podniósł, nie było irlandzkich przyśpiewek ani zielonego szaleństwa), a kiedy już grzecznie odprowadziliśmy syna do domu, wódka i rozmowy o Marksie. Lewicowi Irlandczycy wierzą w Marksa, ufają Leninowi, są zafascynowani Mao Tse. Pod tym względem wydają nam się jak dzieci i zawsze pod koniec imprezy dyskusja schodzi na komunizm i socjalizm, i my, doświadczeni historią i obciążeni genetyczną nieufnością wobec władzy ludowej, czujemy się jak staruszkowie rozprawiający się z idealizmem młodzieży. Widmo krąży nad Irlandią, czasem aż mnie dziw bierze czemu oni w kółko tego Marksa wykopują z grobu? Czemu jest on najbardziej znanym lewicowym myślicielem? Może w 19 wieku jego myśli były rewolucyjne czy odkrywcze, ale dziś jest już nowa rzeczywistość, nie ma już klasy pracującej, dyktatura proletariatu też już – nie bez kozery – brzmi złowieszczo.
Wódka jest niezbędna, niestety, do takich dyskusji no i tak ten cholerny Marks zemścił się wczoraj okrutnym kacem, tym bardziej podstępnym, że tylko psychicznym. Ogólnie czułam się bardzo dobrze, żadnego bólu głowy, żadnej zadyszki i kołatania serca (nie palę! ani jednego! nawet do piwa w pubie!) ale okrutny dół, niewiara w siebie i ogólne załamanie życiem przeczołgały mnie wczoraj potwornie. Jeszcze miałam sobie w łóżeczku przez cały dzień leżeć, książki czytać, może trochę tłumaczyć, seriale oglądać, a tu o 11 dzwoni koleżanka z pracy z pytaniem jak szybko mogę być w szkole. Bo sobie wymyślili, że skoro wszyscy akurat są (oprócz mnie) to zrobią zebranie działu. No to pod prysznic, na rower, do szkoły i taka zakręcona siedzę na tym zebraniu i słóweńkiem się boję odezwać, bom wewnętrznie zasupłana. No ale akurat mówić nie musiałam za bardzo, słuchałam z ciekawością, bo rozprawiali o rzeczach na których się nie znam, tylko oczywiście po chwili wkręciłam sobie (głowa znowu szaleje!), że jestem taka głupia, że nawet nie mam nic do powiedzenia;)