Tytuł 436

Sprawy egzystencjalne odeszły trochę na plan drugi, bom zarobiona po pachy przez chwilę. Czytam pracę (licencjacką) za pracą i się dziwuję, walę komenty i dumam nad ocenami. Jeśli człowiek najbardziej uczy się na błędach, to właśnie moja wiedza rośnie geometrycznie, braki w argumentacji, nieścisłości, niczym oprócz własnego palca nie uzasadnione założenia, wnioski, rezultaty. Ale z drugiej strony bardzo to wszystko ciekawe, przekrój mam ogromny – od reintegracji ex-więźniów, poprzez problemy dzieci w domach dziecka, dzieci-uchodźców mieszkających w Irl bez żadnych opiekunów, postawy wobec oddawania organów, proces akulturacji na podstawie zmian żywieniowych Nigeryjczyków w Irl, problemy pracowników pomocy społecznej przy kontaktach z mniejszością Afrykańską i tak dalej. I nie, nie znam się na tym wszystkim, fajne jest to, że znam się na tym, jak się powinno robić badania, stawiać hipotezy, dobierać próbę, znam się na argumentacji i logiczności wywodu, strukturze pracy i sposobie dobierania literatury i to wystarczy. Sama z ciekawością czytam o tym wszystkim, o tym, że patrzenie w oczy jest w kulturze Nigeryjskiej oznaką braku szacunku, tak samo, jak ciche mówienie, czytam o tym, że w Irl jest parę (może dwa) tysiące dzieci uciekinierów pozostających bez opieki osób dorosłych i o tym, że lekcje wychowania seksualnego powinny podkreślać abstynencję seksualną jako jedyną metodę zapobiegania ciąży (według Nigeryjskich respondentów).

Fajnie tak się czyta, choć czasem mam wrażenie, że lobotomia byłaby milsza niż przebijanie się przez kaleki angielski czy krzywą statystykę (studentka przypadkowo wykasowała jedną kolumnę i wszystkie dane kompletnie nie miały sensu, rząd numerków bez znaczenia, godzinę zabrało mi zrozumienie co się stało), ale czasem, czasem myśl mnie zadziwi, wniosek zainteresuje i się cieszę jak głupia:)