A zatem byłam dziś u pani księgowej i oczywiście, tylko co zdążyłam przekroczyć próg księgowości, wymienić pozdrowienia i zacząć „mam do pani taką prośbę”, do pokoju wmaszerowała pani kadrowa. Właśnie ta od odmownego załatwienia sprawy. Wyszeptałam więc tylko „ale chciałabym opowiedzieć o tym na osobności, to w sumie taka delikatna sprawa” i wyciągnęłam księgową na kawkę. Na całe szczęście księgowa jest młodą, fajną dziewczyną z Bułgarii, więc założyłam, że zrozumie, i rzeczywiście – wzięła tylko torebkę i wyszłyśmy. Z braku kawiarni usiadłyśmy w klasie i wyłuszczyłam swoją prośbę. G. była bardzo przychylnie nastawiona, stwierdziła, że oczywiście może mi tak rozliczyć te miesiące, zwłaszcza, że można to interpretować tak, że szkoła zapłaciła mi z góry. Tylko zapyta się kadr, żeby być kryta.
– I tu jest pies pogrzebany – odrzekłam – pytałam się już kadr i powiedziały, że nie.
– Nie? Ale dlaczego?
No nie bo nie, wiadomo dlaczego się mówi nie. D. wymyśliła zatem, że zapyta się swojego szefa, odpowiednio naświetli mu całą sprawę i gdy on powie, że tak, to już nie musimy pytać się kadr. Bo on jest wyżej. No i na to liczę, oczywiście nic nie jest pewne.
– A na przyszłość – powiedziała mi D. – na przyszłość radzę ci zapomnieć o paru godzinach w co jakiś czas. I rozliczyć je, jak będzie ci to potrzebne. Ja bym tak zrobiła – dodała.
No to już wiem. Że tutaj nic oficjalnie, wszystko bocznymi ścieżkami, drobnymi sztuczkami naginającymi rzeczywistość do twojej perspektywy.
Kiedyś coś takiego powiedział mi kolega Irlandczyk. Że tutaj, w Irlandii ludzie mają dosyć wyluzowany stosunek do norm i regulacji. Do momentu, kiedy nie wyskoczysz z czymś oficjalnie, służbowo, na piśmie. Kiedy chce się coś załatwić, trzeba rozmawiać z panią Zosią po bratersku, nieoficjalnie, na boku, czy by nie dało się jeszcze wcisnąć na ten kurs, choć wszystkie miejsca już dawno są zajęte, czy nie możnaby było przesunąć spotkania, bo twoje dziecko ma akurat teatrzyk szkolny, czy mógłbyś te pieniądze wyjątkowo dostać na konto, bo właśnie jedziesz z chorą babcią na operację do Cork. Wystarczy jednak tylko wystosować oficjalne pismo, by nic się nie dało załatwić.
No to zobaczymy.