– To poproszę 5 tych cienkich cielęcych i 5 tych wiedeńskich. I jeszcze tą kruchą kiełbaskę. I pasztet może. No tak troszkę, no tyle, ooo tak.
I teraz kurcgalopkiem do domu, szybko, szybko, nastawić wodę, muszta jest, keczup jest, chrzan jest, to jeszcze trzy kromale buły, wyciągnąć parówy z wody i aaaaach!
Co robi żona wegetarianina jak męża nie ma w domu? Właśnie wtrąbuje (?? wtrąbia?) 10 parówek.
Życie mnie bowiem od wczoraj przerasta, albo ja przerastam życie. Czasami mam wrażenie, że moja rzeczywistość wewnętrzna rozlewa się na tę zewnętrzną. Kiedy wczoraj w końcu wyszłam z pracy po 5 godzinach (a wpadłam tylko na godzinkę oczywiście), podeszłam do mojego roweru zaparkowanego nieopodal, włożyłam wszytkie papierzyska i torebkę do koszyka, nagle zauważyłam, że KTOŚ przypiął mi rower swoim zamkiem. Do słupa. MÓJ ROWER. PRZYPIĘTY. NA AMEN.
I co mam teraz zrobić?? Czekać przy rowerze, aż szanowny pan/pani zorientuje się, że KURWA MAĆ SKAZAŁ MNIE NA CZEKANIE W DESZCZU?? A może usiąść w kawiarni na przeciwko i przy stygnącej herbacie godzinami wbijać wzrok w cholerny słup i rower??
Wkurzyłam się tak, że zaczęłam kopać słup i rower i przeklinać w obu znanych mi językach. W trakcie dziesiątej KUR… słowo zamarło mi na ustach, albowiem dotarło do mnie, że TO NIE MÓJ ROWER.
O_O
Nie ten rower, nie ten słup, nie ten zamek.
O tym, że w pracy zostawiłam kask, a kurtkę zgubiłam po drodze dowiedziałam się dopiero po paru godzinach, u koleżanki. Żeby wszelkie wątpliwości rozwiać delikatnym podmuchem zefirka dodam jeszcze, że nie, nie spożywałam wczoraj napojów wyskokowych, ani nie paliłam żadnych ziół.
Sprawdzałam egzaminy. Byłam wrakiem człowieka.
Wracałam od koleżanki, a strumienie deszczu płynęły po obu stronach mego lica, wpływały mi za kołnierz i wypływały pod spódnicą, by wchlupać się po rajtuzkach do kozaczków. Prace dyplomowe powoli pokrywały się pleśnią w koszyku. Kurtki nie było. Kasku nie było. Szczerze mówiąc niczego nie było, bo widziałam tylko krople deszczu i mgłę na okularach.
Ale na szczęście było to 10 parówek temu.