Tytuł 447

No u nas nic, no nic takiego się nie dzieje, tak tak, wszystko po staremu, no wiesz jak jest, albo po nowemu, zależy jak na to patrzeć, nie? No u mnie żadnych zmian, szkoła mi się skończyła na razie, no wiesz, niby się skończyła, a w sumie ciągle coś – prace dyplomowe, jakieś zaległe zaliczenia, plany nowych przedmiotów, jakieś treningi, spotkania, warsztaty badawcze, niby nic takiego, takie trochę michałki na koniec, za większość mi nawet nie zapłacą, ale w sumie to się cieszę, bo bym siedziała w domu i się zamartwiała, a tak coś tam mnie codziennie wyrywa do szkoły, na rower, bo wiesz, rowery sobie kupiliśmy, no i dojeżdżam na rowerze, w sumie bardziej są to przejażdżki niż cokolwiek innego. Nie masz pojęcia jak dobrze robi codziennie chociaż te pół godziny na rowerze! Więc na razie to mnie kręci, no i chcę też coś zacząć robić, no wiesz – niby coś z tej mojej dziedziny, zacząć pisać, bo wiesz jak jest. Jeszcze 5 lat i kompletnie wypadnę z obiegu, zostanę nauczycielem, i to takim bez uprawnień i bez konkretnej wiedzy, staram się tym nie zamartwiać, staram się być łagodna dla siebie, ale strach i tak zawsze zdąży nas dopaść, nie? Mnie ostatnio w nocy, o czwartej nad ranem, czwarta nad ranem „dno wszystkich innych godzin”, „godzina że nic po nas nie zostanie” i „niech już przyjdzie piąta”, jak to mówi poetka, tak właśnie się człowiek czuje o czwartej nad ranem budząc się nagle i czując nieodpartą konieczność przemyślenia swojego życia. A potem przez cały dzień dręczą człowieka takie słowa, jak „za stara” czy „za późno”, bez sensu w sumie, no bo co to znaczy za stara, starość to stan umysłu, starość to ociężałość myśli i ciała, starość to brak zainteresowań i ciekawości świata, starość to zgoda na lenistwo umysłowe i niechęć do nowości. A jeśli tak, to ja się nie zgadzam, to ja nigdy nie będę stara, starości mówimy stanowcze nie! Prawda? Prawda? No mam rację, czy już kompletnie zwariowałam?

Ale wiesz, jak jest, złe myśli przypełzają, strachy wytrzeszczają oczy i nawet śmiech nie pomaga czasami, bo „ty z tej pustki czemu drwisz, kiedy ta pustka nie drwi z ciebie”.

No ale potem przychodzi dzień i słońce i powietrze i kwiaty i człowiek sadzi różę pnącą z Lidla i czeka, że urośnie i codziennie sprawdza, czy już się przyjęła, czy pokazały się malutkie kropeczki, zaczątki nowych gałązek, bo z tymi różami z Lidla to nigdy nie wiadomo, wiadomo, mogą urosnąć albo i nie, zwłaszcza, jak człowiek się tydzień zastanawiał, czy kupić, czy sadzić, i tak właściwie po co, czy to nie jest w sumie głupota i coś niewłaściwego i normalni ludzie tak nie robią, nie skopują trawników w miejscu, gdzie się dopiero co przeprowadzili, i chodzi i myśli, codziennie zachodzi do Lidla i ogląda sadzonki, które marnieją w oczach, z dnia na dzień, z każdą wizytą mniejszą mając nadzieję na pulchną wilgotną ziemię.

Gdzie tą różę sadzi? No pod domem, pod domem w miejscu publicznym, na trawniku wręcz, koło schodków, bo to jest pnąca róża, więc musi mieć barierkę do wspinania i człowiek sobie myśli, co pomyślą sąsiedzi, wprowadziła się rok temu i już wyciąga łopatę i kopie ziemię, dziwaczka, trochę nie całkiem normalna, nie, człowiek kopie i sobie myśli, nie, nie, przepraszam, jak kopie to już nie myśli, jak kopie to ma wszystko w życi, jak kopie to czuje się już wystarczająco szalony, żeby stawić czoła sąsiadom, którzy wychodzą na dwór i pytają „A co ty Ania tutaj robisz? Sadzisz róże? A nie lepiej sobie posadzić w doniczce, tak przed drzwiami? Czemu tak tutaj, na trawniku? No dziwnie tak, nie?”. A nie.