Dziwnie się gotuje na święta dla wegetarianina. Szczególnie na te święta – szynki, schaby pieczone, kaczki nadziewane, cielęciny duszone, w wyborczej ani jednego przepisu bez mięsnego. Ciekawe dlaczego akurat na Boże zmartwychwstanie musi zostać zabite tyle zwierzaków? Jakieś takie bardzo pogańskie mi się to w sumie wszystko wydaje – najeść się do syta choć raz na przednówku. Biedne te zwierzaki w chrześcijaństwie – tyle się nacierpią za życia a duszy i tak nie mają i do nieba nie pójdą.
Dzień: 6 kwietnia 2012
Tytuł 450
Kolejny wirus tej wiosny, nie służy mi odchudzanie, chyba muszę przestać, bo coś jest nie tak, mimo, że wcinam wszystkie zdrowe rzeczy. Siedzę sama ze sobą i kicham, chłopaki poszły na mecz Patsów. Adek stał się lokalnym kibicem, Mi nawet mu kupił szalik klubowy ostatnio. Mnie trochę śmieszy ta potrzeba przynależności i kibicowania lokalnej drużynie, bo co by było gdybyśmy zamieszkali w innej części Dublina, co by było, gdyby do klubu szachowego nie trafił na Inchicore, ale do Rathmines, gdzie też dzwoniłam, co by było gdyby trochę później, trochę dalej, trochę inaczej.
Dałam dziś radę tylko posprzątać kuchnię i duży pokój, zła jestem trochę na siebie za to chorowanie w kółko, choć przynajmniej mam wymówkę, żeby nie odrywać się od czytania😉 Znowu przyniosłam z biblioteki tomy i stosy, większość zawodowa, ale też i Ian McEwan, moje ostatnie odkrycie, kryminał Ruth Rendell, w której serię o inspektorze Wexfordzie wsiąkłam na amen kiedy uczyłam się angielskiego, Feast of Crows, czyli czwarta część Gry o tron, rany, książka ma z 1000 stron i NAPRAWDĘ wygląda jak cegła, wcześniej tego nie zauważałam, gdy czytałam z i do pracy na readerze, a teraz leży na parapecie sypialni i WYGLĄDA. Przez okno.
A teraz gorąca kąpiel i znowu książeczka, tym razem papierowa w wannie.
Wyłączyłam się dla świata i udaję, że mnie nie ma.
Świeca zapachowa? Herbatka z lipy z sokiem malinowym? Cisza? Mmmm:)