Wlasnie wczoraj kupilismy rowery, bo w niedziele lato, rany, lato w marcu, Phoenix Park zalany sloncem, trawki, kamyczki, roslinki, boiska, pilki, zgrzane chlopaki, rozochocone panny, wyscigi dwukolek, polacie zieleni rozposcierajace sie jak zaproszenie, polacie blekitu ciagnace sie jak obietnica.
Ja w kolorowej sukience, 2 swetrach, szalu i plaszczu, powoli sciagam plaszcz, szal i kolejne swetry, przebiegajacy obok mlodzi faceci rzucaja komentarz, ktorego nie rozumiem, uroki zycia w innym jezyku, usmiecham sie do slonca, usmiecham sie do siebie, wyprostowuje sie, kolezanka tlumaczy komentarz w stylu chlopakow z budowy, wiadomo o co chodzi, a ja usmiecham sie jeszcze bardziej. Dziesiec lat temu bylabym oburzona, dwadziescia lat temu bylabym zraniona, dzis cieszy mnie ta zwierzeca czesc naszej natury i to, ze jestem kobieta dla mezczyzn. Ze jeszcze.
A zatem wlasnie wczoraj kupilismy rowery i juz wczoraj padal deszcz, a teraz siedze w pracy i patrze sie na grad za oknem. Ach wiadomo, Irish summer
to nie to samo, co summer.
Ale mamy rowery.