Tytuł 452

Gostki poszły na zawody szachowe, Mi trochę marudził, że w niedzielę o 10 rano, no ale jest tatą, a to zobowiązuje. Adziarz jest całkiem niezły, w zeszłym roku był 3 w całej Irlandii ‚under 12’, w tym roku jeszcze liga trwa, zobaczymy. Pewno jest trochę gorzej, bo więcej czasu spędza z kolegami na dworze, co mnie cieszy, mniej trenuje, co mnie nie cieszy.

Ale szachy ważne, jego jedyne teraz stałe pozaszkolne zajęcia, z capoeiry zrezygnował, bo „dorośli śmierdzieli potem” – na zajęciach nie było chłopaków w jego wieku, tylko dorośli i garstka maluchów. Kilka razy próbowałam go zapisać na inne zajęcia i za każdym razem coś się działo tuż przed pójściem na zajęcia – złamał sobie rękę na dmuchanym zamku, kolega rozciął mu palec w szkole, rozwalił sobie kolano. Rzutem na taśmę zapisałam go w zeszłym tygodniu na pływanie, skręcił sobie nadgarstek cztery dni przed, ale na szczęście opuchlizna zeszła i zaciągnęłam go na basen. 11 zajęć, mam nadzieję, że nauczy się swobodnie pływać, bo jest naprawdę na granicy – dobrze pływa na plecach, kraulem jak mu się uda, żabką nie umie. Trochę marudzi, że wszystkie dzieciaki są młodsze od niego, wmawiam mu, że to dobrze, bo nie odważą się śmiać;) Do pływania zniechęcił się jeszcze w Polsce, kiedy to pani wuefistka (miał basen w szkole) powiedziała mu, że takiego antytalentu pływackiego to jeszcze nie widziała:D Wspaniały pedagog, prawda? 

Chłopaki grają a ja idę sobie na krótki kurs do Phoenix Parku jak rozpoznawać rośliny jadalne. Na wolności, oczywiście, nie na grządce;) 

Słońce świeci, ptaszki ćwierkają, życie jest piękne.