Wirus nie daje za wygrana, skumal sie z bakteriami i imprezuja na calego. Glowne party odbywa sie w oskrzelach i strunach glosowych, chill out w nochalu, a po cudownym slonecznym spacerze w odwiedziny wpadla opryszczka i teraz nie tylko brzmie, ale i wygladam jak potwor. Nie wiem jak oni transportuja te piorka do pluc, ale wczoraj pol nocy nie moglam zasnac bo mnie ktos nimi mizial, szkoda tylko, ze od srodka.
A teraz siedze w klasie i czekam na studentow, wlasciwie to mam nadzieje, ze sie nie pojawia, to tylko tutorial, czyli takie pomocnicze zajecia i przychodza na nie tylko wtedy, kiedy potrzebuja. A ja mam placone zawsze:)
Powoli konczy sie rok akademicki w mojej szkole, jeszcze mam tylko 2 tygodnie zajec i tyle. Mam duze plany co zrobie jak nie bede musiala sie przygotowywac do wykladow, konferencje, badania, granty, artykuly, mam nadzieje, ze choc jedna dziesiata z planow ujrzy swiatlo dzienne. Z pisaniem to jest tak, ze jak mnie cos nie przydusi, to nigdy nie czuje sie gotowa i wszystko odkladam i odkladam na kiedy juz bede dobrze pisac po angielsku, kiedy bede dokladnie wiedziala, jak ugryzc temat, kiedy juz bede bardzie pewna siebie, i wszystko w grudniu po poludniu jak sie okazuje.
Mi szuka studiow, kursow, pracy, wysyla oferty, wyszukuje granty i dofinansowania i moze moze go jakos urzad miejski miasta Dublina wspomoze.
Choc kto wie, kiedy Irl takie kwiatki: pracownicy rzadowi pouczaja wolontariuszy pracujacych z bezdomnymi, zeby bezdomnych z Europy Wschodniej nie dokarmiac i nie kierowac do schronisk, to szybciej wyjada. Tak, tak! trzeba ich trzymac w klatkach z tabliczkami: nie karmic Polaków!