Zły wirus zaatakował mnie wczoraj, jeszcze nie wierzyłam w jego złą moc, więc wskoczyłam w codzienną porcję gimnastyki, a raczej co trzeciodzienną, albo jak się przypomni, w każdym razie albo mnie cholerstwo załatwi, albo ja je załatwię, myślałam sapiąc i zipiąc i dysząc i stękając. Niestety, chyba to pierwsze i dzisiaj w klasie widowiskowo straciłam głos. Bardzo się niefajnie prowadzi wykład bez głosu. Ale na szczęście doświadczenie zawodowe już dawno namówiło mnie na trzymanie dwóch, trzech filmów na podręcznym usb na wszelki wypadek. Przezorny zawsze ubezpieczony, jak to powiada neon w moim mieście i ja się z tym zgadzam, z wyjątkiem tego, że nie jestem ubezpieczona od ognia wody i nagłej śmierci, a li i jedynie takich nagłych wypadków klasowych, które da się rozwiązać jednym ciekawym filmem. Oprócz tego miewam ostatnio różne problemy zdrowotne, hehe, któż ich nie ma prawda, i chyba mnie starość blogowa dopadła, że o nich piszę:D W każdym razie klu jest takie, że wkurwiają mnie już domowe sposoby, domowe sposoby są dobre dla zwierząt domowych, biorę się i więc idę jutro do lekarza. Choć trochę się boję;) To może w poniedziałek.
PS. Schudłam ostatnio 2 kilo, niby chciałam, ale w sumie zaczęło mnie to martwić na koniec. Jakaś taka wytrącona ze zdrowotnej równowagi się poczułam. Wytrącona z wagi. Może tak nie wolno igrać sobie z organizmem i przechodzić na dietę? I na co komu w sumie taka dieta, co pomniejsza cycki. No i w ogóle.