Tak jakos jak sie ma innego bloga, niz wszystkie ulubione, to sie nie chce na niego wchodzic. I pisac.
A mam pare przemyslen, mam. Tylko, hmmm, nie wiem, czy moge. Przemyslec.
Mam tez jedna przygode (z serii: zaliczamy to do przygod, jak sie stanie cos, z czym w ogole nie wiesz co zrobic).
A przygoda polegala na tym, ze mielismy probe wlamania.
W sumie nie chce mi sie o tym pisac, za duzo razy juz te historie opowiadalam.
Nic sie nie stalo, nikt nie zginal, nic nie ukradli, nie ma o czym mowic.
Oprocz tego zajeta troche bylam, bo jakos tak co i rusz ktos sie rozkladal w szkole i wzywali mnie na zastepstwo. Jak telefon dzwonil o 8.40 to juz wiedzialam, ze moja szefowa. Troche malo czasu na przygotowanie, wlasciwie zajecia o 10, czyli z marszu, ale nie trzeba sie przejmowac za bardzo trescia (bo ja tu tylko na zastepstwo), no i ladnie placa.Za ogladanie filmu ze studentami. My perfect job:)
Zaczelam tez pare wykladow z mojej dziedziny, prawie dokladnie z tego, z czego pisalam prace (ogolnie mowiac spoleczne aspekty prawa autorskiego). Odlozylam na polke to wszystko na 3 lata, mialam juz dosyc tematu, wrecz nie moglam sie patrzec na cokolwiek z nim zwiazanego, a teraz temat sie zrobil goracy i znowu na czasie i mnie znowu wciagnal, a ja wciagnelam studentow. W sumie ciekawie bylo, na pierwszy wyklad z wieczorowymi poszlam nakrecona jak maly samochodzik, az podskakiwalam z podniecenia, jeszcze kawe mocna wypilam przed wyjsciem i to byl blad. Bylam w takim stanie, ze zaczelam sie jakac i polykac wyrazy i zapominac puenty w srodku historii. I chcialam za duzo na raz powiedziec.
Na drugi wyklad studenci dzienni nie przyszli, hehe, bo dobrowolny, a oni mieli test godzine pozniej. Ale za u wieczorowych cudownie – tym razem zainteresowalam nawet stateczne Nigeryjskie mamy z konca klasy.
Oprocz tego stracilam pazur do pisania, od kiedy stalam sie szczesliwa. Ale poza tym nic sie nie zmienilam – nadal jestem wredna, klotliwa i przemadrzala ciotka. Tylko, ze szczesliwa.
Acha, jeszcze o tej terapii chcialam, bo teraz jak czytam swoje slowa to widze, ze opacznie mozna je zrozumiec. Nie, nie jestem przeciwna terapii w ogole, gdzie tam! przeciez mam siostre terapeutke i druga, co sie wlasnie bedzie terapeutyzowac. Wlasciwie to otoczona jestem terapeutantami i terapeutami i bardzo te forme poznawania siebie popieram. Mialam na mysli jedynie to, kiedy zaczyna sie gonic za falszywymi wartosciami, a potem czlowiek sie dziwi, ze ma depresje. Tak sobie mysle. Ze tak jest. Takie rozmowy sobie ostatnio ze znajomymi prowadzilam i tak mnie naszlo po tym, jak znajomy opowiedzial, jak zapieprzal po 70 godzin tygodniowo i zapieprzal az w koncu poczul, ze to nie ma sensu. Ze nie ma to sensu. Nie ma sensu. Tyle. I zrezygnowal. Nie, nie z pracy w ogole, ale z pracy takiej. Ze jego czas jest cenniejszy niz te 2 tys. euro o ktore by wiecej niz teraz na miesiac dostawal. I jest cenniejszy niz pseudo kariera oferowana przez jego firme. I tyle.